Film jest swobodną wędrówką wyobraźni - Wojciech Has
Kategorie: Wszystkie | CV | Filmy | Książki | Muzyka
RSS
sobota, 28 stycznia 2012

Przyszło dziecko po zajęciach, głodne, wściekłe i zmęczone, tak, ze nawet nie potrafiło powiedzieć, o co jej chodzi, ale wspólnymi siłami doszłyśmy do meritum. Zabrałam sporo ale dałam z siebie co tylko można o takiej godzinie. Jeśli to czyta ( w co wątpię - sesja) to ja się nie przyznaję do niczego, i to nie o tobie, co czytasz i myślisz, że właśnie o Tobie. Nieprawda !

A panna Hadar wysłuchana i Szymanowskiego koncert skrzypcowy z wilkowych panien takoż ! No sopran israelski, nowa kategoria, to wyżej niż koloraturowy.. A tu boska Marylin, niesamowita, kocham Ją !  W ogóle spoko, prawda?

http://www.youtube.com/watch?v=edVGFsLAfzA

Moja philosophy:

 

“What day is it?"

It's today," squeaked Piglet.

My favorite day," said Pooh.”
   

ps. Fenomern israelskich żołnierzy, kobiet (przyszłych matek), polega na ich idealiźmie, patriotyźmie i narażaniu własnego tyłka za Twój, kochanie, spokój, droga K., Żebyś mogła spokojnie swoją S., lulać.

 

22:22, mb_k
Link
piątek, 27 stycznia 2012

 

 

 

 

 

 

01:43, mb_k
Link
czwartek, 26 stycznia 2012

P., jest piękna. Po prostu - piękna. Porcelanowa cera, rysy delikatne, idealny wykrój ust, nosa, zarys twarzy - wszystko według greckiej i rzymskiej klasyki. Po prostu Safona. I oczy, jakie oczy. Włosy bujne, niedbale odgarnięte... Ile siły i kruchości w oczach. Nie jest "słodka" - tego u dziewczyn nie cierpię, nie znoszę w ogóle u młodych ludzi. Nie kokietuje - żartuje za to bardzo często. Inteligentne poczucie humoru. Nie maluje się w ogóle. Czasami czarna kreska nad rzęsami i to wszystko. Świetnie prowadzi samochód -  tak, jak trzeba. Jest samodzielna.

Tyle piszę bo Jej się w "głowie nie przewróci". Jest skromna bo - ma z czego być skromną. Jest najlepsza ale Ona o tym zawsze wie ostatnia. I potrafi z zabawnym sceptycyzmem zastanawiać się: czy osoby, które tak twierdzą - rzeczywiście mają rację? Nie jest ideałem, o nie, potrafi doprowadzić do szału uporem ale - w jakimś celu, jakiejś sprawie, o coś Jej chodzi, a to się teraz rzadko zdarza.

P., dużo pracuje razem z koleżankami, kolegami. Po prostu kocha to. Przychodzi Jej łatwo.

Studiuje na wydziale aktorskim PWSTviT w Łodzi. O P., usłyszymy. Talent. No i - piękno. Nie tylko zewnętrzne, nie tylko.

Dla P., :-)

http://www.youtube.com/watch?v=XefGvxVKrZk

 

A tu cudowna scena jak znaleźc się z charmem w każdej sytuacji:-)

http://www.youtube.com/watch?v=mtZTIwSIuGw

21:12, mb_k
Link
środa, 25 stycznia 2012

Witajcie. Chiński Nowy Rok rozpoczął się i jest to rok pod znakiem Smoka. Ja jestem zodiakalnym Tygrysem. Charakter człowieka określony nazwą akurat tego zwierzęcia - nie jest, zaiste, przypadkowo określony. Wróciłam z "sali", po squashu po prostu... świetny rodzaj zmęczenia. Psychiczna reaktywacja. Jestem ciekawa warszawskich realizacji, zwłaszcza po moich warszawskich spotkaniach, niebagatelnych.

 

Ja w tej chwili prawie. To ładne, fotografowanie chwil. "Wszystko na sprzedaż" - ten świetny film Andrzeja Wajdy zrobiony naprawdę dzięki cudownej cierpliwości Jerzego Bossaka, i ostatni w jego zespole "Kamera" - jest tego dowodem choć przecież nigdy wszystko na sprzedaż tak naprawdę.

 

 

Chociaż rano było tak...

 

 

Wątpliwości rano czasami potrafią targać. Śmieszne, to utrwalanie niemożliwego do utrwalenia, i mówienie sobie, że jednak oswaja się czas i przestrzeń. No - ale w coś wierzyć trzeba. Idę oglądać film. Jutro albo kiedyś napiszę - jaki.

20:33, mb_k
Link
niedziela, 22 stycznia 2012

 

Jeden z naprawdę fajniejszych dni ostatnich miesięcy. Wczorajszy wieczór z gitarą, fletem, śpiewaniem Piotra i naszym, taki ciepły, taki nasz. Walne zebranie - my. Jakoś tak, pomimo sporów, animozji, różnic widzenia stopnia "zaangażowania", różnic wieku, doświadczenia - to przecież my, grupa. Czasami trzeba pewnej elegijności aby wyrazić clou.

Oczywiście moje wielkie zmartwienie - Sławek - i na pocieszenie kawa z florentynkami z białej czekolady. Potem zakupy "winne" głównie szczepu merlot i sirah.

Napisałam na fejsie, że jest pięknie. I ktoś mi się zapytał co mianowicie jest takie piękne. Nie odpowiedziałam bo odpowiem tu. Możność korzystania z "oczywistości". To, że oddychać w pełni można, iść na spacer, biec w deszczu, pójść na róg do kiosku po papierosy, zrobić sobie badania i zobaczyć co jeszcze można ewentualnie poprawić bo złe...:-)

Nie wiem, jak długo trwać tak będzie, logicznie wytłumaczyć się tego stanu - nie podejmuję - ale to jest szczęście być tu i teraz i właśnie tak, jak teraz.

W squasha grać to jest po prostu niezła jazda, powiem. Kręgle takoż. Dzisiaj na sali rowerek 30 minut - no czuję, trochę czuję.

Jest pięknie.

Foto - ja w tej chwili. Chwil kilka przed wpisem. Kwadranse odmierzane dzwonkowym zegarem. Nie bać się zaklinać słów, wieczór spokojny. Wreszcie przestać się bać tego, co za rogiem losu, zdarzeń, czasu.

Nie wywołuję więc niczego takimi słowami, co ma być i tak będzie.

Spokojnego wieczoru.

 

Etta Jones...

http://www.youtube.com/watch?v=_1uunRdQ61M&feature=related

18:52, mb_k
Link

 Właśnie wróciłam i muszę "szybko spać" bo jutro już bardzo rano -praca. Bardzo to lubię.  

(...)

Widzę, że nie jest On tylko robaków

Bogiem i tego stworzenia, co pełza.

On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,

A rozhukanych koni On nie kiełza...

On - piórem z ognia jest dumnych szyszaków...

Wielki czyn często Go ubłaga, nie łza

Próżno stracona przed kościoła progiem:

Przed nim upadam na twarz - On jest Bogiem!

(...)

 

Dobrej niedzieli.

 

00:37, mb_k
Link
piątek, 20 stycznia 2012

Wróciliśmy z Szymonem z Sieradza. Byliśmy gośćmi zupełnie niezwykłego duszpasterza, księdza Mariana Bronikowskiego, który organizował Dzień Judaizmu.

Był rabin Michael Schudrich, Ordynariusz Diecezji Włocławskiej Biskup Wiesław Alojzy Mering, pan Zbigniew Nosowski, pan prezydent Jacek Walczak - perfekcja zorganizowania tej uroczystości. Młodzież, widownia - wyśmienita ! Było wspaniałe ! 

 

Spokojnego szabatu !

15:50, mb_k
Link
czwartek, 19 stycznia 2012

 

                          Gustavus obiit, natus est Conradus.

 

O sobie po niełatwym wieczorze i ciężkiej nocy mogę śmiało tak napisać, nawiązując do tzw "tradycji romantycznych" - jak widać - w wykonaniu Adama Mickiewicza. 

Bardzo ładny temat "metamorfozy bohaterów w literaturze". Najbliżej Kafka.

Zegar w pałacyku na przeciwko godnie wybił godzinę szóstą. Zabawne było kiedyś zdarzenie, w epoce lodowcowej dla niektórych czyli epoce telefonów stacjonarnych z "sekretarkami" - zwykle mieliśmy bezprzewodowe telefony Panasonic i mini taśmy do nagrywania przychodzących wiadomości. Mam do dzisiaj tych kaset kilkanaście z nagraniami: Bogusława Lindy, Jerzego Treli, Barbary Krafftównej, Doroty Segdy, Wojciecha Hasa, Jana Rutkiewicza, Konstantego Lewkowicza, cudownej pani Mirosławy Garlickiej, irytacje mojej Mamci i tak dalej. I mam takie nagranie Andrzeja Seweryna, który przekazuje mi wiadomość o swoim przyjeździe do Polski za kilka dni. Nie wszystkie sekretarki miały tzw "datownik" czyli elektroniczny, męski głos, w języku angielskim informujący o dniu i godzinie nagrania.

Moja "sekretarka" miała tę funkcję ale Andrzej Seweryn nie wiedział o tym, a poza tym był w absolutnym natchnieniu ponieważ na festiwalu teatralnym w Avignon.

Cały witz wydarzenia polega na tym, że na koniec swojej wiadomości dokładny jak zwykle Andrzej, podaje dzień, miejsce i godzinę nagrania. W tle bije, grzmoci wręcz zegar bam, bam, bam zagłuszając słowa Andrzeja, oznajmiając południe, a Andrzej  mówi z takim namaszczonym zastanowieniem (nie żartował wtedy): "jest godzina południowa... tak..., około południa... chyba za kwadrans południe... jeszcze zadzwonię doprecyzować."

Dla mnie - cudne wspomnienie.

De Milla czytam i zastanawiam się nad przyczynowością. Może mi taki wewnętrzny monolog, ucięty "na bazie" - w samotności - pomoże w recepcji, percepcji i jak tylko chcecie: dni, nocy, wydarzeń i tak dalej? Trzeba próbować. Idę na salę fitness, na 7.30, dobrać się do tenisa albo squasha - wzbudzając podziw ale głównie przerażenie moich bliskich i znajomych.

Spokojnego dnia.

06:13, mb_k
Link
niedziela, 15 stycznia 2012

 

"(...)Co to jest ta radość życia, którą rzekomo coś ci odbiera? Na pociechę mogę Ci powiedzieć to samo, co sobie mówię. Jeszcze parę lat, jeszcze parę i już będzie można odpocząć. Poza czasem, poza wszelkimi aktywnościami, które mają to do siebie, że zajmują, że są. Who can pause except for ever. Wiec kształćmy sie, kształćmy i bądźmy szczęśliwi. Życie takie ładne.

Czasem tęsknię, ale już nie wiem za czym, myli mi się. Jeśli Anna umrze, nie żałuj jej, bo ona pewnie nie będzie żyła. A może to tylko moje chorobliwe przewidywania. Nie lubię żyć osobiście (nawet nie mając dojrzałych kłopotów) i wydaje mi się, że każdy, kto się może jakoś wydostać, jest już szczęśliwy. Jak zdechła kura, która nie może być zabita drugi raz. (...)"

 

Halina Poświatowska do matki, Norhampthon 1960

 

ps. Ja: piszę, po prostu piszę bo co pozostało, kiedy sytuacje czasami skrajne i krawężne. Pisanie i czytanie. Ma rację Agata Tuszyńska, mówiąc: "zaciskam zęby i piszę" - to ładnie, medialnie brzmi ale w tym są kilogramy prawdy.

Przychodzicie do mnie Państwo czasami i dziękujecie za dawną recenzję publikowaną w Midraszu, mówicie, że podpisujecie się pod nią etc.Ii dziwicie się, że czekam na kolejną książkę A.T, dziwicie się, gdy mówię, że "Ćwiczenia z utraty" mają świetną konstrukcję, jakiej nie ma według mnie żadna książka Tuszyńskiej, i że często do lektury wracam, hardcore ale o mężu. Sądzicie, że ja chcę coś... no właśnie - co? Nie! Nie zmieniłam zdania na temat książki o Wierze Gran. Natomiast nie dlatego czekam na książkę o Szelińskiej żeby się do niej przyczepić ale z ciekawości tematu i pióra. A jak fatalnie wygląda pieniąca się kobieta, literat, filmowiec, "zaangażowana emocjonalnie" - zobaczyłam dopiero oglądając materiały ze spotkania dotyczącego książki "Kapuściński non fiction". Mocne.

22:32, mb_k
Link
sobota, 14 stycznia 2012

Dobrego tygodnia.

Przestrzeń "pomiędzy" wypełniona i bezczelnym czytaniem w ilościach ogromnych i pisaniem. A teraz przerwa, i właśnie w tej chwili przy filiżance wieczornej herbaty, myślę o jutrze i przyszłym tygodniu. Każdy dzień jest bardzo, bardzo ważny. Tego się nie wie na co dzień albo jeśli taką wiedzę ma się (praktyczną koniecznie) zapomina się o tym. Program "O szczęściu" bardzo podoba się, jak słyszę, dlatego - jak nigdy - zachęcam Państwa ponownie do obejrzenia we środę, w Dwójce - 11.55.

Czas trwania programu to pomiędzy 20 - 30 minut, obecnie już nie mieścimy się w 20-tu i chciałabym aby trwał dłużej, zobaczymy, co da się zrobić...

W programie nie zmieściłam rozważań o uczuciu szczęścia z oczywistości. Co mam na myśli: czysty oddech, równą pracę serca, swobodne poruszanie się. Powiecie, że to przecież "oczywiste". No właśnie nie. To nie jest powiedziane, że w takim stanie będziemy zawsze. Kiedyś, przez pół roku byłam trochę "unieruchomiona", i nic nie było oczywiste. Pójście do łazienki było podróżą i to nie-samodzielną. O wyjściu z domu mowy być nie mogło. Spacer? Kino? Kawa? Gdzie tam ! Czas podzielony był na pobyt w domu i pobyt w szpitalu. Nigdy o tym nie pisałam ale teraz przy okazji chęci uwiarygodnienia Państwu moich rozważań zdecydowałam, że napiszę. Znacie pewnie "Opowieść dla przyjaciela" Haliny Poświatowskiej. Jej poezje, listy. Jeśli nie - bardzo warto po tę lekturę sięgnąć.

A więc spacer nie jest oczywisty - tak być potrafi, może. I co Wy na to? A potem, jakie to szczęście, kiedy można wstać, opuścić samodzielnie nogi z łóżka, stanąć na nich nie chwiejąc się, zrobić krok, pójść do łazienki, zanurzyć się pod prysznicem, bez zadyszki, bez dygotania serca, wyjść, zrobić sobie kawę czy herbatę... potem ubrać się - i po prostu wyjść. To poezja. Naprawdę. To jest szczęście.

Pamiętam jak kiedyś, dawno bardzo temu, czekałam w szpitalu na ważny zabieg, w szpitalu MSWiA... to był luty, początek lutego. Zdarzyła się słoneczna niedziela. Z okna mojego pokoju, który dzieliłam z panią - o, starszą ode mnie, bardzo mądrą o niezwykłej dyskrecji i kulturze - z okna widziałam kopułę kościoła św. Teresy, chyba nawet dzwon zaczął brzmieć? Tego nie pamiętam. Ale to słońce roziskrzające śnieg było niesamowite dla mnie. Uchyliłam okno... ludzie wracali z kościoła. Gdzieś szli. I to było dla mnie fascynujące bo ja się ruszyć nie mogłam poza mój pokój. Patrzyłam bez zazdrości, z niekłamanym podziwem. Że tak - można. I nigdy nie zapomnę tego, myślałam o tym, że wracają do domu, na obiad: taki pewnie niedzielny rosół i szarlotka na deser, dokładnie taka, jaką robiła moja Babunia ale nie na niedzielę, okrągła, posypana warstwą białego cukru pudru, z jabłuszkami rozpływającymi się w ustach nieziemsko. Do tego filiżanka herbaty - czy to nie jest szczęście? Dokoła bliscy... nie? A jeśli nawet ich niewielu, nawet jedna osoba, to już szczęście bo moglibyśmy być sami. A jeśli jesteśmy sami w naszych domach to także szczęście bo moglibyśmy być w szpitalu albo bez domu, a jeżeli już jesteśmy w takiej sytuacji, to także szczęście, że jeszcze żyjemy, oddychamy, z pomocą zastrzyku albo - cudownie - bez niczyjej pomocy możemy oddychać swobodnie - to jeszcze nie zakończony nasz bieg i zawsze możemy, póki jesteśmy tu i teraz - coś zmienić: w sobie, w życiu, w naszych relacjach z innymi - istnieje nadzieja.

...bo zawsze, w każdej sytuacji - może być gorzej...

Dlatego zawsze dziwią mnie ludzie " zacięci" - ta postawa uporu nie zrobienia na przykład "pierwszego kroku" - pomiędzy dzisiaj a jutro. Nie szkoda czasu? A kto wie, ile go jest, ile pozostało?

Przyszło mi do głowy, co zrobiłabym, gdyby mi "powiedziano", że zostały mi 24 godziny życia i potem ... no koniec. Co zrobiłabym, o czym pomyślałabym, że chciałam zrobić, co najpilniejsze? I jak niewiele dałoby się wtedy zrobić ale jednak, jednak... Nadzieja subtelnie brzęczy jak cieniutkie, srebrne bransoletki na szczupłych przegubach rąk metyskich piękności... tak chyba pisała Halina Poświatowska.

Przyszły tydzień zapowiada się interesująco, już jutro jest wypełnione planowanymi wydarzeniami (bezrat H-m)

18:16, mb_k
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32