|
piątek, 30 marca 2012
this is the end...
http://www.youtube.com/watch?v=txWoEPAeBeA http://www.youtube.com/watch?v=JSUIQgEVDM4&feature=related
pozostała "Alabama song" Kurta Weila i zawsze i zawsze "Waitin' for the sun"... Easy rider:-)
poniedziałek, 26 marca 2012
Wyśmienity, wręcz pyszny spektakl Jacques'a Lassalla z brawurowo zagraną rolą przez Andrzeja Seweryna na żywo w Teatrze TV. Takiego - nie było! ! Jakich użył środków do zbudowania postaci, nie mam słów ! Wszystko starannie dopracowane: jakie światło, scenografia, opracowanie muzyczne ! Absolutnie perfekcyjny spektakl. Kłaniam się całemu zespołowi teatralnemu. Cudowny wieczór z Nimi.
Wiele przemyśleń po spektaklu. I po dniu spędzonym jednak jeszcze w górach. Jutro rano w drogę. Wkrótce zmienię adres mojej pisaniny, stać mnie na autoironię:-) I myślę dalej, dalej i dalej. Nigdy zbyt wiele w temacie.
„Kłują mnie rzęsy, a w piersi łzy mi się burzą, Czuję bez lęku, że się zanosi, zanosi na burzę. Ktoś dziwny ponagla i każe mi o czymś zapomnieć, Duszno – a jednak chce mi się żyć nieprzytomnie”
Kto powinien, ten zna Autora. :-)
Ja w podróży, coraz częściej. Za chwilkę wyjeżdżam znowu.Tyle się dzieje. Śmierć, "zwyczajna ta wariatka" sięga już po mój rocznik, przedwczoraj, słuchając muzyki w swojej chatce, po prostu, nagle zmarł nasz przyjaciel, znajomy spod Lublina Wojtek Sówka. I już go nie ma i nie będzie. Nigdy. Jak każdego, kto odszedł. Dzisiaj wieczorem prawdziwa uczta w TVP Jedynka teatr telewizji, a w nim Andrzej Seweryn w "Szkole żon" Moliera, na żywo. Nie można nie uczestniczyć. Tak, właśnie "w środku" wszystkich blogowych, dzisiejszych moich słów, właśnie w tym temacie, informacja o teatrze... Uczymy się co krok balansować pomiędzy światami: życia i śmierci, wciąż ze śmiercią z nami i obok nas. Kiedyś sądziłam, że ta równoważnia w życiu, ten rodzaj "umiejętności" - to brak uczuć, a to mądrość ale też trzeba przejść przez przedpiekle, żeby zdobyć choć jej cząstkę. No nic. Poranek: kawa - herbata - oś chwili czasu. Papieros. Cisza w środku mnie. Choć czasem czuję, że coś we mnie pęknie w końcu i na zawsze. Bez sensu - choć prawdziwe...
Dobrego dnia.
niedziela, 25 marca 2012
Wczorajszy mój tekścik wzbudził emocje, co zakonotowałam ze zdumieniem. Zamieszczam fragment jednej z wypowiedzi, z którą całkowicie zgadzam się. Oto: "Zawsze wydawało mi się, że mam dobrą tzw. "kobiecą intuicję" i że skończywszy Zdemaskować chama jest trudno.
Tu potrzebna jest często empiria, trzeba doświadczyć tego zła,
które bezwstydnie rozsiewa. Cham ma zazwyczaj coś z demona. Potrafi zamulać nasz umysł demonstrowaną wrażliwością i czułością, usypiać naszą czujność epatując nas opiekuńczością, człowieczeństwem. Ba, wypieramy nawet to, co mówią o jego przeszłości inni, bo przecież dostrzegamy w nim pokłady dobra. Bo wzrusza go poezja, więc" musi być wrażliwy".
Bo fascynuje go mistyka, więc" duszę musi mieć piękną, taką co to Absolutu
chce dotknąć". Cham potrafi kamuflować swoje prawdziwe oblicze przez lata.
A potem w szoku i niedowierzaniu, obserwujemy jak ściąga maskę (...)
I okazuje się prymitywem, (...) a jego zachowania plasują go gdzieś
na antypodach naszych poprzednich wyobrażeń.
Hipokryzja i fałsz chama, jego odgrywanie Teatrum, to jego
najniebezpieczniejsza cecha. Nie kto inny, jak cham powinien się stosować do maksymy "Bądź sobą!". Tak, bądź sobą, chamie!
Sama nie wiem, czy jego zachowania bardziej tłumaczyć jako przejaw cech
psychopatycznych, czy też jest to wykalkulowana, cyniczna gra, strategia psychomanipulacji, w której stał się ekspertem. Może rację miały nasze babki, które radziły spić absztyfikanta w początkowej fazie znajomości
i obserwować "co z niego wyjdzie, kiedy nie jest w stanie się
kontrolować". Jeśli chamstwo i agresja, dać sobie spokój." A tu definicja, za wikipedią, akurat całkiem trafna:
Cham (hebr. חָם Ḥam), – według biblijnej Księgi Rodzaju najmłodszy z 3 synów Noego, przodek ludów Kanaanu i Afryki. Od jego imienia wzięła się nazwa ludu Chamici. Fragment z Księgi Rodzaju 9:18-27 I to byłoby na tyle, jak mawiał prof Stanisławski. Dzień tu i teraz - jak carski rubel, że tylko kręcić głową. Ukłony!
sobota, 24 marca 2012
"Cham na początku zawsze jest grzeczny" - powtarzał mi Wojciech Has i święte to słowa. Pamiętam sytuację, w której powiedział to po raz pierwszy. Kiedy oponowałam, patrzył na mnie z takim "wewnętrznym uśmiechem", jak to On, i mówił "MAŁGOSIU!" - żeby przywołać mnie z obłoków na ziemię. Na chwilkę, moment. A potem z tą wiedzą dalej fruwać. Taki był. Dzisiaj obok mnie, na tle tarczy Słońca przelatywał wiele razy czarny motyl i przyszła mi na myśl ta scena z "Sanatorium pod klepsydrą" w której Józef bierze delikatnie w dłoń motyla i patrzy nań "pod" Słońce. Tu, gdzie jestem, są zupełnie niesamowici kierowcy taksówek, czekając na mnie, czytają moją gazetę, a kiedy wracam, dokładnie streszczają mi to, co przeczytali. W piątek w ten sposób dane było mi zapoznać się z treścią sporej cześci Gazety Wyborczej. Szabes z winem i Słońcem i tarasem i psem o imieniu Jadwiga. Pitbull - uroczy. Jadwiga ucieszyła się kiedy wróciłam do pokoju, taras łączy dwa pokoje, wspaniałe uczucie, taka radość. Dużo osób tutaj, gdzie mnie przywiało, przyniosło, przywiozło, ogląda programy Szma Israel i wysłuchałam wielu bardzo dobrych słów w tym temacie, a także fruwały słowa zachęty, żeby dalej, dalej, bardzo to miłe i energetyzujące do dalszych działań dla mnie i ekipy mej, ach. I potrzebne mi teraz jak nigdy. Dzisiaj człowiek gór - po szabasie - naprawił samochód tak, jakby zapinał płaszcz na guzik, od ręki, uśmiechając się, po prostu, z błyskiem w oku i młotku:-) Wraz z poezją, jak owo "dziecko idące jak włócznia" - idę w góry, a konkretnie jadę w ich wysoką część żeby pomyśleć i tam zapalić papierosa i pogwarzyc z Haszem, konkretnie - o co właściwie chodzi? Bo ja nie wiem. Nie wiem. Spytać, krzyknąć w przestrzeń to pytanie, i odpowiedź przyjdzie w tak zwanym życiu. http://www.youtube.com/watch?v=425GpjTSlS4&feature=related Ciekawe, jakby zaśpiewała te piosenki Amy Winehouse, zwłaszcza "Forever". Co wymyśliłaby Jej genialna główka, muzyczny geniusz, intuicja i niepowtarzalny głos. Na pewno rewelacja byłaby. Ach, ten tekst, mały ale mądry. Może istnieć "mała madrość"?Link poniżej. Chociaż osobiście na myśl o miłości ogarniają mnie ostatnio iście sartre'owskie mdłości. http://www.youtube.com/watch?v=5g9kCuZqBQc "Niech mnie wszyscy kochają" Elżbieta CZyżewska Wszystko na sprzedaż reżyseria Andrzej Wajda Anioł Opiekuńczy dzieła - Jerzy Bossak szeptane post scriptum: kocham manipulacje z Czasem, dzisiaj cofnę więcej niż godzinę, póki można - jeszcze można, a można:-)!
piątek, 23 marca 2012
"Piękne krawaty lecz cóż mi po nich, kiedy jestem garbaty" pisał Julian Tuwim w jednym ze swoich wierszy o swoim kompleksie żydowskiego pochodzenia, a ja od wczoraj mówię tę frazę za nim ale w innym kontekście. Jestem w naprawdę pięknym miejscu, dookoła góry - puste BEZ LUDZI! -, Słońce rozśpiewane, taras, ogromne łoże, tak zwany wikt i opierunek jak za czasów Ireny Krzywickiej - i nie czuję się pięknie. Nie czuję się dobrze. Dostałam, na poprawienie nastroju, kieliszek wina, owego słynnego merlot ale nie smakuje mi tak, jak tydzień temu. Minione emocje, przeżycia - to właśnie mój "garb". Słońce zagląda do laptopa, ślizga się po powierzchni wina... Co można poradzić? - pytam skłaniając się w stronę mądrej, rosyjskiej literatury, a podążając śladem Czechova, mogę sama do siebie westchnąć: czy to nie wszystko jedno... . Tu śnieg jeszcze, śnieg. I ciepło. Kursor znika w świetle, w odblasku, w całej jaskrawości, dobrze, że przynajmniej mam Stachurę przy sobie, zawsze wierny. Dużo israelczyków tu jest, w Wysokich Górach i choć oni przecież świeccy, kielich szabasowy, kidusz zrobimy razem, skrzyknęliśmy się zupełnie w przypadkowy sposób nieprzypadkowo. Przy jednej z ulic klimatyczna willa Tristan, samotna, zaniedbana, porzucona. Piękna. Tristan i feralna potocznie liczba zdradzają adres bloga, który "wart jest mszy"... Nie, wisielczy mam dzisiaj nastrój, nie bez przyczyny. Czasami "jest taki dzień tygrysi", że "chciałoby się oszukać los" (Halina Poświatowska) Wiem, że ględzę, no i co z tego? Miniona historia "przetykana była niedopowiedzeniami... wielokropkami...i westchnieniami..." kto czyta literaturę miast bezsensownie włóczyć się gdziekolwiek, ten wie. Po przeczytaniu większości tytułów już włóczyć się można, przedtem to jest niechlujstwo i prymityw. Co ja mam zrobić? Nie umiem "średnio", nie umiem "chodzić spać z kurami" nie umiem "godzić się z losem" i "nieść swojego krzyża" po drugie ja - nie od krzyża. A po pierwsze mierzi letniość, nieznośna ciężkość bytu i propozycja nie-widzenia w nim barw. Złote na szare. Odwrotnie! Ktoś jest głupi, ktoś z tego powodu jest garbaty i tu kończy się historii bieg, a nawet pożegnanie. Szabat szalom. Dziękuję za wytrwałe odwiedziny. Ogromnie.
poniedziałek, 12 marca 2012
Montaż, montaż, realizacja, dokrętki, montaż, realizacja, reżyseria, scenografia, podróże, dokumentacja, scenariusz, konspekt, realizacja, zdjęcia, montaż... :-) Muzyka.
A poza tym: "diamonds are a girl best friend". Wreszcie mam tzw pełny "garnitur": brylantowe kolczyki, naszyjnik i bransoletę. Oszałamiające! O diamond ring - nie wspominam. Cudo! Co to mężczyzna potrafi jeśli zechce, prawda? :-)
sobota, 10 marca 2012
Dobrego tygodnia!
Dzisiaj poszukiwałam czas proustowski, nuciłam mantry, potem poszłam - wieczorem - kupić książeczkę "Elka" i właśnie się za nią zabieram, jak mawiała nasza gosposia, nomen omen -Wiera. W Empiku awantura - ja wygrałam. Odreagowałam zupełną klasyką - zakupami w Sephora. Kupiłam także torbę, absolutnie obłędną - Gucci. No tak, tu zaszalałam za bardzo może nawet. Ale co tam, w Paryżu torebka Louis Vitton 3 000 euro i też się przeżyło:-) Monice, poetessie montażu, nie należy tego przypominać albowiem grozi ostrymi wahaniami ciśnienia ta kwestia. Wcale się nie dziwię. Trzeba było kupić, proszę pani! Na razie mam obłędną także torbę Molton. Piękne łańcuszki, tres chic. No więc awantura w Empiku: jakiś sfrustrowany facet uparł się aby upokorzyć młodą, śliczną ekspedientkę, wyszukującą dla niego albumy z malarstwem Fałata (Fałaciny - jak mawiał Kossak) i Malczewskiego. No nie ma mega albumów. I facet prychnął, tzw gawędę parzęczewską z gatunku tych, że " a na Zachodzie ..." jest wszystko. No to na zachód - powiedziałam, droga wolna, teraz można, - i proszę mi pomóc młoda damo w znalezieniu książki o Elżbiecie Czyżewskiej. Dziewczyna podziękowała mi, że uwolniłam ją od idioty ale idiota chciał mnie zaatakować i tu źle trafił, strasznie nadział się i poszedł ptasim drobnym truchtem kuropatwy. We środę, w Warszawie, było piękne spotkanie z pewną Marią Niezwykłą. Obecnie montaż i zdjęcia. Jutro będziemy zamrażać w gwieździe Dawida kwiaty. Ja wiem, że brzmi księżycowo. Relacja PURIM w synagodze w Warszawie we środę, 14 marca o godzinie - zapomniałam, około-południowej - 11.00 - 12.00. Zaraz sprawdzę. Jest ! Program 2 http://www.tvp.pl/program-telewizyjny?offset=3 Ja. Zła.
czwartek, 08 marca 2012
"Wszystko zaczyna się i kończy we właściwym miejscu i czasie". Właśnie w tej scenie wypowiada to zdanie Miranda. Film "Piknik pod Wiszącą Skałą" Petera Weira. "Everything begins and ends exactly in the right time and place" http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=hCxr638nC9U Wczoraj wracałam późno w nocy samochodem. Podróż niezwykła w świetle pełni Ksieżyca, Jakby przeniesienie w Czasie. Piękne uczucie. A w dzień - już Wiosna. delikatne "mgiełki" kolorów wokół drzew: żólte, zielone, brazowe... "Wszystko zaczyna się i kończy dokładnie we właściwym miejscu i czasie."
środa, 07 marca 2012
Purim sameach serdecznie życzę ! Duchowego, mistycznego Czasu, zadumy i kontemplacji w trakcie czytania Księgi Estery. Dzisiaj będę w Warszawie z ekipą i zarejestrujemy, na co nam pozwolą, obchody tego święta. Emisja już 14 marca w TVP Dwójka - nie wiem jeszcze, o której godzinie. Chwilami gubię się w meandrach przedziwnych wydarzeń inicjowanych przez ludzi, którymi miotają bardzo dziwne emocje. Uspokajam się wspominając wieczory z Mistrzem Hasem. Jakie znalazłam kasety na których Jego głos zarejestrowany ! Muzyka od pana Kaszyckiego z "Pożegnań", głos mojej Mamy ... Wiele wzruszeń.
ps. http://www.youtube.com/watch?v=2cL7-iE5OxI&feature=g-vrec&context=G2f2f72eRVAAAAAAAAAg Może się roześmiejecie ale dzisiaj ten tekst i ta piosenka Elvisa, licentia poetica wydarzenia, o którym śpiewa - przydarzyła się mnie - dzisiaj - tylko nie w "chapel" lecz w synagogue:-) Ale takie miejsce może być absolutnie wszędzie: pod niebem na polu, w lesie, w górach, gdziekolwiek w ciszy, słońcu, w którym ta siła nie-do-ogarniecia ani nie do namalowania, ani obrazek, ani nic - jest możliwa do odczucia. Na łóżku szpitalnym... Tylko Siłę tę przeczuć, odczuć można i wtedy wszystko to zło, które nas otacza, brzydota, szpetota wydarzeń - wszystko to rozpływa się w słońcu tej Siły. Może brzmi to pretensjonalnie ale niechaj tak brzmi, prawda, tak intymna prawda - musi czasami być kontrowersyjna w ujęciu. Bywają bardziej dziwaczne. You saw me crying in the chapel. |
O autorze
Ostatnie wpisy
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||