Małgorzata Burzyńska-Keller

Wpisy

  • piątek, 12 grudnia 2014
    • Mała opowieść

       

      Związek Claude Debussy'ego i Gaby Lhery był niezwykły. Zobaczyli się w paryskiej kawiarni, Claude wpadł tam na śniadanie, a Gaby, piękna, posągowa, zielonooka Gaby piła kawę i nudzila się setnie. Jej przyjaciel pochłonięty był lekturą dziennika, miał mnostwo pieniędzy i była jego metresą. Zresztą kochał ją, kiedy chciała odejść, spytał czy jej następny kochanek da jej tyle swobody, ile daje on?

      Piękna, o zjawiskowej urodzie, nieskazitelnej cerze (pomyslał wtedy, że pochodzi ze wsi, tylko najczystsze powietrze potrafi wypieścić w taki sposób skorę) elegancko ubrana, młoda dziewczyna z przestrzeni dziewczyn typu Cleo de Merode.

      Osoby o mentalności paniuś i potulnych, bez krztyny szalenstwa mezow, partnerow i tak dalej, nie mają czego szukać w tej opowieści.

      A więc Gaby była kurtyzaną z tych legendarnych do dnia dzisiejszego, za przyjemność wypicia (tylko!) z nimi kawy (kwadrans)) ministrowie, premierzy, bogaci mężczyźni, płacili bajońskie na tamten czas sumy, 45 000 Frankow… niebagatelna suma. Gaby pretendowała do tej sfery. W końcu do niej weszła, po wielu latach.

       W kawiarni Claude natychmiast ją zobaczył i chciał zwrocić na siebie uwagę tej pięknej dziewczyny, szeleścił głośno gazetą, patrzył uparcie w jej strone - także zdawał sobie sprawę ze swojego uroku, kobiety bardzo go lubiły - Gaby studiowała wzrokiem strukturę tapet, jakie stroiły kawiarnię Wiedziała, że on wychodzi z siebie aby zwrócić jej uwagę. Zabawna gra, Claude krztusi się herbatą i kaszle, Gaby z udanym znudzeniem choć rozbawieniem na twarzy z trudem ukrywanym, ogląda żyrandol, wpatruje się weń. W końcu spojrzała na niego i zaniemówił: miała zielone oczy. Zielone. W tym samym momencie jej przyjaciel zwinął gazetę, ucałował jej dłon opiętą kosztowną rękawiczka glace, wstali i wyszli.

      Długo o niej myślał, wracając do swoich kompozycji. Kilka tygodni później po prostu wpadli na siebie na ulicy, na nią czekała kareta, śpiesznie robiła zakupy przed wyjazdem na wakacje. Claudiusz użył wszelkich sposobów aby przekonać ją, iż wspaniale potrafi doradzić przy wyborze kapeluszy, matinek, i innych drobiazgów, czynił to z poczuciem humoru, aż w końcu zgodziła się.

      W Galerii Lafayette była zadowolona z jego porad, zdobył uznanie w jej oczach jako osoba mająca świetny gust. Kiedy odjeżdżała, krzyczał biegnąc za nią swój adres. Nie mogł o niej zapomnieć. Dwa tygodnie później napisała do niego. Umówili się ale pierwsze spotkanie było złe. Zmienił w łóżku na swoim poddaszu pościel, kupił kwiaty, butelkę taniego, czerwonego wina i pobiegł do kawiarni. Ona spóźniła się dwie godziny, wyglądała wspaniale, przepraszała. On był nadęty. W końcu zaczęli rozmawiać, nie szła rozmowa. Gaby byla prostą dziewczyną, zapytała gdzie są grane jego utwory - on odczytał to, że bierze go za kompozytora pioseneczek grywanych na podworkach. Zbladł. I ona zbladła. W końcu pokiwała głową i powiedziała mu: wściekasz się bo przygotowałeś sobie pościel, kupiłeś kwiaty i wino, a ja do ciebie nie przyjdę. "Nawet nie dacie dziewczynie szans, zeby was polubiła" - powiedziała ogólnie zebrała się i poszła. Zatrzymał. Została. Był mężczyzną jej krwi, zorientowała się po pierwszej, wspólnie spędzonej nocy - i przeraziła. 

      Ich romas, bardzo burzliwy, trwał 7 lat. Wprowadziła się do niego damą, a klepała z nim biedę w najskromniejszych szmatach bo Claude komponował a komorne trzeba było płacić. Usiłowała odebrać sobie życie, kochała go ponad wszystko. Schudła, wysprzedała wszystko, co miała. Byla mu wierna, a on w tym czasie miał romanse - kończyła je - dowiadywała sie, robiła karczemne awantury. Kochała go w zdrowiu, chorobie, nieszczęściu i szczęściu. Odchodziła i wracala. Sprzedawała biżuterie, kosztowne zegarki aby zapłacić czynsz, kupić jedzenie, być z nim na poddaszu, z dziurawym dachem, kiedy nadchodziła wiosna lub jesień, po prostu padał deszcz w ich mieszkaniu. Rezygnowała ze wspaniałych ofert, trwała, miała nadzieję.

      Aż w końcu, w biedzie i zimnie - brak forsy na opał - po awanturze, kiedy wyszedł - po kolejnej awanturze zdała sobie sprawę, dotarło do niej, że ma prawie 30 lat i nie zdobyła ani Claude, ani miłości, ani domu, a świat o niej zapomniał, stała się nudną kochanką, zazdrosną, zaborczą. Wtedy usiłowała skończyć ze sobą. Zabrało ją pogotowie. Wrociła do niego po 3-4 miesiącach prosząc aby pozwolił jej zamieszkać bo ona nie miała gdzie pójść. Obiecała, że nie będzie robiła awantur. On skonstatował, że pomimo bladości i wychudzenia jest jeszcze piękniejsza. Gaby dotrzymała słowa. Postarała sie o pracę w firmie, której niegdyś była klientką, stopniowo zarabiała więcej, ubierała się lepiej, elegancko, znowu posypały się zaproszenia, nawet pewien milioner oszalał na jej punkcie i zaproponował jej wspólne życie. Jeszcze nie przyjęła, jeszcze serce nie było gotowe… dała mu 3 miesiące, i te poświęciła na żegnanie się z Claude. Było tak jak na początku, liczyli pocałunki, śmiali się, żartowali, wspominali. Tylko Gaby była bardziej refleksyjna: " z tobą przeżyłam tyle miłości i tyle piekła, że już wystarczy". Gotowała mu obiady z deserami na maszynce spirytusowej, sprzątała...

      W koncu któregoś dnia wpadła do domu i powiedziała, że wyprowadza się tak, jak zawsze chciał i to ostatni ich wieczór. Zamarł. Kochali się całą noc, a kiedy obudzil się, na poduszce został jedyny ślad jej bytności, lekkiej jej wgniecenie. Skończyło się. Barwna, bezinteresowna Gaby, która zamawiała wannę na poddasze aby się wykąpać - zniknęła. Wpadała na chwilę czasami do niego, prosząc "kochanie, tylko się nie rozchoruj", wspomagała finansowo, na premierach wykonań jego utworów najgłośniej biła brawo, zapraszając także swoich utytułowanych przyjaciół. Żony Claude'a były spokojne i nie miał awantur ale były nudne. Sam to skonstatował. Nikt go nigdy już tak gorąco nie kochał, jak Gaby, Gabrielle.

      Kiedy był już bardzo chory, umierał, wiele lat później, jego mała córeczka, Chouchou przybiegła do niego, do łóżka, przejęta, z naręczem kwiatów, ktore dla niego podała jej starsza, elegancka pani. "Tatusiu, ona miała niewiarygodne oczy! Zielone!" I Claude zapłakał. Niedługo potem odszedł na zawsze. Odeszła także Chouchou, a potem Gaby.

      Podczas jej obecności w swoim życiu napisał bardzo wiele, m in znane Claire de lune. Była jego muzą, to właśnie patrząc na nią, śpiącą, leżącą na trawie w Lasku Bulońskim usłyszał pierwsze takty Popołudnia fauna.

      Tak czasami bywa, po prostu.

      Piszę jeszcze z oporem, wysiłkiem, topornie i bez lekkości. Przeżyłam ogromną utratę. Niełatwo się z nią pogodzić.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 12 grudnia 2014 00:41
  • wtorek, 11 listopada 2014
    • Bossak

      w programie www.tvp.pl w dniu 11i 12.11 o godzinach 9.00 oraz 17.15 w cyklu "Portrety" bedzie wyemitowany moj film o Jerzym Bossaku, gangsterze i tworcy kinematografii polskiej. W TVPKultura.

       

      W programie napisano, że 11 tego listopada to będzie, ja już nie wiem, kiedy czy 11-go czy 12-go w cyklu, o którym napisałam. Zapraszam do obejrzenia bo sam Jerzy Bossak (archiwalia) sporo mówi, wypowiadają się: Roman Polanski, ktory w zespole Bossaka zadebiutował "Noż w wodzie", Jerzy Skolimowski, Jerzy Hoffman, Tadeusz Konwicki, Ernest Bryll, Janusz Majewski, Bogdan Poręba, Jerzy Stawiński, Zofia Nasierowska, Wojciech Has (archiwum) i Andrzej Wajda. Mamy sporo archiwaliów, które wciągają w atmosferę lat 50-tych i 60-tych. Dużo materiałów z planów filmowych "Wszystko na sprzedaż", "Rękopis znaleziony w Saragossie" i innych filmow, wydarzeń filmowych. Jest także Kirk Douglas...

      Muzyka Krzysztof Komeda.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 listopada 2014 00:27
  • poniedziałek, 03 listopada 2014
    • KIRKUT

      Bardzo dziękuję wszystkim, którzy pomagają mi w jakikolwiek sposób przy powstawaniu filmu "Kirkut"!

       

      Dodajecie mi Państwo sił - a to jest bezcenne.

       

      Ukłony! :-)

       

       


       


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 listopada 2014 18:41
  • poniedziałek, 22 września 2014
    • wrzesień - i wpis

      To już staje się niedobrym nawykiem, to miesieczne pisanie... źle zaczyna kojarzyć  mi się. Dwutygodnik przynajmniej - niech będzie.

      Dnie uciekają spod nóg. czas nie mija tylko rwie sie kawałami, różnie kończy się to wyrywanie go z pędu i przytrzymywanie.

      Zaczyna się od konstatacji, że JUŻ ta i ta godzina, albo JUŻ popołudnie. Zbyt długi namysł.   Za długo byłam gdzieś. (Jaka miara?) Za dużo czasu poswięciłam czemuś, co za piekielna miara. Wszystko szybko, rany boskie, w życiu nie pomyślałabym, ze coś takiego napiszę!

      Pozostają zauważenia w lustrze, tym powiększającym takze, uplywu czasu właśnie. ("Wszystkiemu winny jest zbyt szybki rozpad! Czasu oczywiście" Bruno Schulz)                

      Niech żadna z Was, nie krzywi się tutaj paniusiowato, że ona tego u siebie JESZCZE (albo w ogóle) nie widzi. To jest tak, jak w filmie "Zaklęte rewiry" Majewskiego, kiedy Z. Maklakiewicz konsultuje w toalecie intymne kwetie (tak je nazwijmy) swojego młodszego kolegi i wzdycha : "tak, tak... jeden miał, drugi ma, a trzeci będzie miał, panowie..." i nonszalancko opuszcza przestrzen toaletową pozostawiając cieżko wystraszonych młodych bywalców domów uciech wiadomych...

      W przypadku obserwacji czasu, na twarzy, na licach (heh) to jest jakiś cień raptem, nierówność, chwilowy (jeszcze) przemijający brak symetrii, potrzeba przyłożenia zimnego kompresu do oczu, aby ocknąć się wreszcie i zetrzeć śladu snu...

      Niebagatelny wplyw mają tak zwane geny. Jak rodzaj owocu, który po prostu długo jest świezy. Ale i on obumrze i to własnie zalezy od rodzaju: albo szacownie i rasowo zeschnie się, zachowując kształty, albo rozpieprzy się jak ropusznik, rozleje, napuchnie i tak dalej.

      wracając do czasu tu i teraz, co to tam omnipotentnie presja jego panuje ( Tadeusz Kantor oczywiście) to spędzam go w ulubionych trzech miejscach: w paryskich perfumeriach, w bibliotekach (jaka piękna cisza) nie tylko paryskich oraz na dobrych koncertach muzyki poważnej.

      Wrzesień pachnie goryczą, dymem i chęcia przejechania sie do Kazimierza nad Wisłą żeby przywitać mglisty poranek nad Wisłą. Do tych obserwacji polecam jeden z apartamentów wiadomego hotelu na przykład Estery.

       

      ps. Właśnie tak mialo być.ostra szminka i bialy puder plus mocno pachnąca tuberoza. Aż do przesady ... :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 września 2014 01:34
  • niedziela, 24 sierpnia 2014
    • wpis z sierpnia (jeszcze zdazylam! )

       

       

      Dużo-by pisać, mówić i tak dalej. Zapędziłam się, zagalopowałam w stronę, w którą galopować zupełnie nie planowałam, nie chciałam i... już wróciłam i teraz zamyślam się co gdzie i jak - obecnie. Teraz. Tu i teraz, że tak błysnę. Jak jest właściwie? Pilchowo jest. Krawężnie. Nieobecnie czasami. Co ja powiem... to Witek Różański mógłby pewnie - gdyby był tu i teraz z nami - powiedział-by (moze) naprzód wyjmując papierosa, mietosząc go fachowo w palcach, żeby tytoń zmiękł, zapatrzony w zaokienny zaciągającego wieczoru zmierzchającego lata (!) widok na park, spijając mgiełkę osłaniającą, czekając na herbatę przygotowywaną przez Matkę - powiedziałby (tak właśnie kiedyś uczynił to, ja i jego Mama - świadkami) "nie palę, pieprze!" Odrzucając tego papierosa "nieopisanym gestem". To już były szczyty! W dzień pogrzebu Ildefonsa Houwaldta. Ildka. Ze wszystkich, których wymieniłam - zyję tylko ja. Można mieć absolutnie nieczyste sumienie, że tylu już przede mną - umarło. Mam.

      Nie mam "czasu teraźniejszego" to znaczy... mam ale słabo. Nie mam soczystego czasu teraźniejszego obecnie, powiedzmy - kolorowego. Ale. Tak jest. Ale. Zamierzam mieć ów czas w zblizającym się miesiącu. I ten czas zamierza mieć mnie, I hope. Cannes po sezonie też ładnie wygląda. Nie wspominając o innych miejscach, innych miastach! Ileż ich jest! Tam właśnie... ja. Poza tym - koniecznie Budapest albowiem tam jest Istvan Kovacs! Michel Deguy - ponownie  no i pan Wacław Tkaczuk, któremu już bardzo dziekuje za rozmowę i poswięcony czas. A przede mną P. Ernest Bryl - mam nadzieję, że ma cierpliwośc do mojej kamery!

      Pani Dyrektor Agnieszcze Odorowicz dziękuję za rozsądek zdrowy, który mi wskazała :-)

       

      voila!

       

      https://www.youtube.com/watch?v=eDIaDS9HhMw

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 sierpnia 2014 20:33
  • poniedziałek, 21 lipca 2014
    • wpis z lipca

       

      pracuję i śpię. "Praca posiłek i sen" - jak spiewa Jacek Kleyff. Wizyty pelne wspomnień znajomych sprzed wielu lat. A potem znowu- pisanie, piasanie, czytanie wreszcie plan. czy to jest to, o co mi chodziło? niezupełnie, niezupełnie. jeszcze o coś ale - poczekajmy, dajmy czasowi - czas...

      CAŁY CZAS ZBIERAMY FUNDUSZE NA FILM KIRKUT !

       

      Zasnęlam w montażowni obok psiaki trzy Panny, było bardzo miło, o -to lubię! :-)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 lipca 2014 23:42
  • czwartek, 03 lipca 2014
    • Kirkut film

       

       

       

      Drodzy Przyjaciele, Czytelnicy mojego bloga !

      bardzo Wam dziękuję za Wasze piękne gesty, za listy i dobre słowa.

       

      Wielki Flaubert powiedziałby: Małgorzata zbłądziła...   nie sądziłam, że

       

      wkoło mnie aż tyle dobrych dusz, osób, które po prostu mi pomogą

       

      wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba.

       

       

      Jesteście - wspaniali ! 

       

       

       

       

       

      a

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 lipca 2014 00:22
  • piątek, 27 czerwca 2014
  • środa, 28 maja 2014
    • La grande bellezza

      "Wielkie piękno" - wspaniały film, genialny para-kicz, smutne prawdy życia podane na ekskluzywnej i pełnej piękna tacy. Olśniewające zjawisko, jak obraz. Wszystko mija, wszystko sie kończy, jesteśmy tu i teraz, czas nie jest sprzymierzeńcem, a piękno trwa, jest we wszystkim. Po takim filmie nie można już nic w fellinowej konwencji zrobić Niesłychane, jakże prawdziwe. bardzo też "męski" ten film, przez meżczyzn opowiadany ale animy wiele, o wiele. Piękno.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      środa, 28 maja 2014 13:30
  • środa, 21 maja 2014
    • wpis majowy

      Myślę o osobach ważnych w moim życiu, pierwszych w nim. I o najważniejszych.

      Po godzinach medytacji, behawioralnej i kognitywnej i jakie tylko chcecie, wiem, że nigdy moim naturalnym stanem nie będzie stan samotności. Jestem - do ludzi. Nie poznam stanu nienawiści. Nie będę nigdy potrafiła cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia nawet, jeśli ten ktoś zrobił mi krzywdę. Choć uznam wtedy, że sprawiedliwości stało sie zadość i - zapomnę. Długo trzeba starać się, zeby zabić we mnie nadzieję. jeszcze nikomu się to nie udało.

      A ptaki za oknem - śpiewają.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      środa, 21 maja 2014 01:53