Blog Małgorzaty Burzyńskiej-Keller

Wpisy

  • piątek, 31 lipca 2015
    • przed podróżą

      Już po rejestracji nowego materiału telewizyjnego, zapraszam : ja i Symcha, Przewodniczący Gminy Żydowskiej w Łodzi (obecnie) wspominamy czasy lat 80-tych i 90-tych. Było bardzo miło, przespacerować się po wspomnieniach, których jest 25 lat i w nich Zachodnia 79. Nigdy nie zapomnę spacerku heh, z Pojezierskiej na tę Zachodnią w dzien Jom Kippur. Na Kol Nidre. I spowrotem, ma się wiedzieć. Zobaczcie na mapie.

      Poza materiałem, znowu leśnie i i wakacyjnie z lekka, chatka puchatka w środku lasu z kotem, kominkiem, cisza, której nie zakłócają osoby ze mną mieszkajace albo ja z nimi, bardziej to prawdziwie brzmi,bowiem jestem w drodze, ja wiem, "to wielka rzecz być znowu w drodze" ale zmęczenie, ten "najświętszy stan człowieka" daje znać o sobie pukając do różnych części ciała (boli) i umysłu.

      Dzisiaj do Warszawy na wielkie spotkanie. Poczytalabym Balzaka… Czekam na "Narzeczona Schulza" Agaty Tuszyńskiej, bardzo. Przerwałam pisanie i trudno wejść w ten rytm znowu.

      Zostawic po sobie ślad, czarcią łapkę w krakowskich klimatach :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 31 lipca 2015 08:25
    • przed podróżą

      Już po rejestracji nowego materiału telewizyjnego, zapraszam : ja i Symcha, Przewodniczący Gminy Żydowskiej w Łodzi (obecnie) wspominamy czasy lat 80-tych i 90-tych. Było bardzo miło, przespacerować się po wspomnieniach, których jest 25 lat i w nich Zachodnia 79. Nigdy nie zapomnę spacerku heh, z Pojezierskiej na tę Zachodnią w dzien Jom Kippur. Na Kol Nidre. I spowrotem, ma się wiedzieć. Zobaczcie na mapie.

      Poza materiałem, znowu leśnie i i wakacyjnie z lekka, chatka puchatka w środku lasu z kotem, kominkiem, cisza, której nie zakłócają osoby ze mną mieszkajace albo ja z nimi, bardziej to prawdziwie brzmi,bowiem jestem w drodze, ja wiem, "to wielka rzecz być znowu w drodze" ale zmęczenie, ten "najświętszy stan człowieka" daje znać o sobie pukając do różnych części ciała (boli) i umysłu.

      Dzisiaj do Warszawy na wielkie spotkanie. Poczytalabym Balzaka… Czekam na "Narzeczona Schulza" Agaty Tuszyńskiej, bardzo. Przerwałam pisanie i trudno wejść w ten rytm znowu.

      Zostawic po sobie ślad, czarcią łapkę w krakowskich klimatach :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 31 lipca 2015 08:25
  • czwartek, 23 lipca 2015
    • zburzone świątynie

       

      Zbliża się Tisha b'Av 9 dzień miesiąca Av, wedle kalendarza żydowskiego, kalendarza ksieżycowego. Jutro rocznica odejścia definitywnego poety Edwarda Stachury, poety życia, sposobu życia, poety nieznośnej lekkości bytu, Muzy Wszelkiej łagodności i buntownika - bez kompromisów.

       

      Jutro rejestracja programu tvp. Potem - może nastąpi cisza, cytując tytuł znakomitego filmu z Markiem Perepeczko, a może przeciwnie - może trzeba będzie rąbnąć pięścią w stół i zburzyć pozorny spokój ferajny podszywającej się nieudolnie pod arystokrację narodu israela.

       

      W moim życiu nastąpiło kilka zburzeń, kilku świątyń, niesłychanie boleśnie odczuwam to do dnia dzisiejszego, odejście Matki, odejście Ojca, odejście Wojciecha Hasa, odejście Michała Kalabińskiego, w czesne odejścia moich Dziadków. Tak więc treny odmawiam każdego dnia, nawet nie wypowiadając słów, czuciem i uczuciem postrzegając pejzaż dookolny przez ten ból tych nieobecności. Tak bardzo niezłomnych i - nic nie można zrobić  choćby rozsadzało serce, dławiło, a oddech stawałby się kością w gardle. Odejście Janiny Skowrońskiej również odczułam bardzo mocno. Tyle tych odejść. Historia Gminy - Kongregacji Wyznania Mojżeszowego także już odeszła, Minc i Praszkier, panowie i panie - odeszli, zostało niewiele bardzo niewiele osób i w większości konwertyci.

       

      Ponieważ wchodzimy powoli w domeny historii, dla Państwa przygotowany materiał.

       

      9 Av 70 roku Druga Świątynia Jerozolimska upadła. Legła w gruzach w rocznicę zdobycia i zburzenia Pierwszej Świątyni Salomona przez Babilończyków w 586 roku p.n.e. Z ziemią zrównano jedyne sanktuarium gdzie można było składać ofiary całopalne tak ważne w naszym, powiedzmy, wtedy kulcie. Czy jakieś fatum zaciążyło nad tym dniem i miejscem? Przecież za 65 lat w 135 roku n.e. 9 Ab Rzymianie  zdławią kolejne powstanie narodowowyzwoleńcze Żydów i na ponad tysiąc lat położą kres marzeniom o własnym państwie.  Zamienię w ruiny wasze miasta, spustoszę wasze miejsca święte, nie będę wchłaniał przyjemnej woni waszych ofiar. Ja sam spustoszę ziemię, tak że będą się zdumiewać wasi wrogowie, którzy ją wezmą w posiadanie. Was samych rozproszę między narodami, dobędę za wami miecza, ziemia wasza będzie spustoszona, miasta wasze zburzone (Kpł 26, 31-33)

      Tragedię zapowiadało wiele znaków: gwiazda na niebie w kształcie miecza, silny blask od  ołtarza Przybytku na kilka dni przed Świętem Przaśników 66 roku,jagnię narodzone w samym środku Świątyni a także samoistne otwarcie się zaryglowanej wschodniej bramy.Powstanie żydowskie trwało w Palestynie od 66 roku. Jego przyczyn można by szukać w konfliktach narodowo-kulturowych narastających od początku panowania Rzymian nad tym terenem. Martin Goodman w książce Rzym i Jerozolima. Zderzenie antycznych cywilizacji,podkreśla, że zarzewiem wojny były również wewnętrzne spory pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami żydowskimi. 

      Wpływ na wywołanie pierwszych zamieszek mógł mieć czyn prokuratora rzymskiego Gezjusza Florusa, który zrabował ze skarbca świątynnego siedemnaście talentów złota, zapewniając, że kwotę  przeznaczy na rzekomo zaległe podatki. Jednak bezpośrednim impulsem dającym pretekst do zbrojnej interwencji Cesarstwa było zaprzestanie przez Eleazara, syna arcykapłana Ananiasza, dalszego składania ofiar za zdrowie i pomyślność cesarza oraz ludu rzymskiego. Takiej zniewagi Imperium znieść nie mogło – Neron posyłając do Judei i Galilei jednego ze swych wodzów Wespazjana oraz jego zdolnego syna Tytusa, rozkazał aby szybko rozprawić się z rebelią. Z początku powstańcy osiągnęli pewną przewagę, zajmując spore i znaczące terytoria Z czasem, tłumienie zamieszek szło coraz sprawniej wyszkolonemu i licznemu wojsku (ok 60.000 żołnierzy). Do końca 67 roku legiony podporządkowały sobie Galileę, Samarię i północną Judeę  a w 68 ziemie na wschód i południe od Jerozolimy także Idumeę i tereny w pobliżu Morza Martwego. Żydzi bez dobrego uzbrojenia i wyszkolenia nadrabiali poświęceniem. W momencie  rozpoczęciem walk ogłosili powstanie niepodległego państwa Izraela (nie zastosowano imienia Juda gdyż nazwa ta zbyt bardzo przypominała rzymską prowincję Judeę) a także poczęli bić monety bez wizerunków ludzkich, przeważnie z wytłoczonymi kielichami, gałązkami palmowymi czy cytrusami oraz z hasłami: Święta Jerozolima i Wolny Syjon. Dla podkreślenia aspiracji narodowowyzwoleńczych stosowano nową rachubę lat – od wyzwolenia Jerozolimy. Mimo marzeń o wolnym kraju los żydowskiego powstania był od początku przesądzony. Rzymianie ostateczne rozwiązanie problemu odwlekali z dwóch przyczyn – po pierwsze liczono że społeczeństwo żydowskie samo się wykrwawi nękane bratobójczymi walkami, po drugie niejasna sytuacja w Rzymie nie sprzyjała podejmowaniu poważnych decyzji. Cesarz Neron popełnił samobójstwo, po nim następowali w bardzo krótkich odstępach czasu kolejni władcy: Galba, Oton i Witeliusz. Wespazjan ociągał się z rozpoczęciem oblężenia Jerozolimy, gdyż nie był pewny swego losu. Z perspektywy lat można by rzec, że zupełnie niepotrzebnie. Los bowiem chciał by to właśnie on został nowym władcą Imperium i rozpoczął panowanie dynastii Flawiuszów. Obwołany cesarzem przez swoich żołnierzy pomaszerował do Wiecznego Miasta, aby ugruntować jeszcze dość chwiejną pozycję. Ponieważ potrzebował spektakularnego zwycięstwa zadanie zdobycia Jerozolimy powierzył swemu synowi Tytusowi.

      Antyczna stolica żydowska posiadała dobre warunki do obrony. Położona na wzniesieniu i oddzielona ustępem schodzącym ku dolinom Cedronu i Hinnoma czyniła atak z użyciem ciężkiego sprzętu oblężniczego prawie niemożliwy. Dodatkowo otoczona była potężnymi murami (tzw. Pierwszy Mur okalał Górne i Dolne Miasto, Drugi niejako łączył Antonię z Pałacem Heroda a Trzeci otaczał przedmieście Bezeta). Choć sprawiała groźne wrażenie zwłaszcza ze swymi twierdzami i wieżami była do zdobycia. Tytus zauważył słabość Trzeciego Muru i z tego miejsca postanowił poprowadzić swój pierwszy atak. Przed jego rozpoczęciem, być może kierowany uczuciem do żydowskiej księżniczki Bereniki, lub zwyczajnie przychylnie nastawiony do powstańców próbował  negocjować z mieszkańcami Jerozolimy. Były to jednak próby nieskuteczne.

      ''

      Józef Flawiusz. 

      Na początku maja 70 roku wojska rzymskie usypawszy wokół ścian murów wały i wtoczywszy na nie machiny oblężnicze, tarany oraz katapulty rozpoczęły szturm. Pierwszy punkt żydowskiej obrony padł już po 15 dniach oblężenia – 25 maja. Drugi Mur został zdobyty 30 maja. Rzymianie przenosząc się do wnętrza miasta przystąpili do podwójnego ataku – na fortecę Antonię górującą nad terenem świątynnym oraz na pałac Heroda jako miejsce strategiczne. Działające w Jerozolimie cztery frakcje żydowskie: zeloci jerozolimscy Eleazara, zeloci galilejscy dowodzeni przez Jana z Gischali, sykaryjczycy oraz Jdumejczycy, którzy przybyli na pomoc stolicy poczęli w obliczu zagrożenia jednoczyć się w walce. Bój był coraz bardziej zacięty. Żydzi wykazywali się męstwem i heroiczną postawą. Rzymianie, aby budować kolejne wały musieli sprowadzać drewno z miejsc odległych o kilka - kilkanaście kilometrów, gdyż tereny wokół miasta zdążyli już ogołocić. Obrońcy Jerozolimy zmagać się jednak musieli z problemem daleko poważniejszym. W mieście brakowało wody, zapanował straszliwy głód. Tragiczną sytuację pogorszyła decyzja Tytusa o otoczeniu metropolii pierścieniem oraz zbudowaniu wokół niej pilnie strzeżonego szańca. Spadek wartości pieniądza i brak pożywienia powodował liczne bójki między powstańcami, jak pisze Józef Flawiusz najbliżsi ludzie rzucali się na siebie z pięściami [BJ 6 III(194)]. Jedzono trawę, siano, zebrane łodygi i nawóz, w końcu poczęto żuć sandały i pasy oraz z tarcz skórę zdzierano. Po ulicach grasowali rabusie i rozbójnicy odbierający słabszym majątek i resztki jedzenia. Przeszukiwali również kieszenie poległych w poszukiwaniu czegoś cennego. Sulpicjusz Sewer, chrześcijański pisarz z V wieku w swej kronice tak relacjonuje sytuację w oblężonym mieście: Niemal wszystkie drogi zasłane były trupami, bo nikt już nie zważał na obowiązek grzebania. [Żydzi] Ważąc się ponadto na wszelkie niegodziwości, nawet zwłok ludzkich nie oszczędzali, z wyjątkiem tylko tych, które wskutek zgnilizny nie nadawały się do spożycia (Chronicorum II, 30). Znana jest również powszechnie historia o Marii z Betezuba, która trawiona głodem wdzierającym się aż do szpiku, za podszeptem nędzy i gniewu obróciła się przeciwko samej naturze [BJ 6 III(204)] – upiekła na rożnie swe dziecię. Wojna bowiem, a co za nią idzie cierpienie, śmierć, przeraźliwy głód i łaknienie uczyniły nawet z najzacniejszych obywateli istoty podobne do zwierząt, gotowe zrobić wszystko, by choć o jeden dzień wydłużyć swój ziemski żywot.

      ''

      Jerozolima

      Na początku sierpnia legionistom udało się wedrzeć do twierdzy Antonii i zmusić powstańców pod przywództwem Jana z Gischali i Szymona syna Giory do wycofania się na tereny świątynne. Zdesperowani Żydzi podpalili część Przybytku i krużganków. Ogień wywołał panikę zarówno wśród atakujących jak i obrońców patrzących jak żywioł trawi ich świętości. Żarliwa walka odtąd toczyła się na dziedzińcu. Aby rozbić otaczający Świątynię mur, Rzymianie wtoczyli taran, który uderzał weń przez sześć dni. 9 Ab czyli 29 sierpnia dochodzi do szturmu Świątyni Jerozolimskiej. Przed walką, Tytus zbiera naradę wojenną podczas której ważą się losy przybytku. Zniszczyć, spalić, w niwecz przemieniać czy ocalić? I tu wersje przekazane nam przez historię są różne, wręcz sobie przeczą. Józef Flawiusz w swej Wojnie Żydowskiej utrzymuje że dowódca rzymskich legionów chciał do końca wielką dla Żydów świętość ocalić. I choć wydał rozkaz by ewentualne pożary gasić oraz by mieć poszanowanie dla tego co Boskie jakiś żołnierz rzucił płonącą pochodnię pod bramę świątynną. Ogień się szybko rozprzestrzeniał a Żydom, którzy patrzyli, jak dookoła szaleje pożar, nie stało zarówno sił ciała jak i ducha [BJ 6, IV (233)]. Z kolei Sulpicjusz Sewer powiada: [...] inni i sam Tytus uważali, że przede wszystkim świątynię trzeba zburzyć, aby tym gruntowniej uprzątnąć religię Żydów i chrześcijan. Obie to przecież religie, choć sprzeczne ze sobą, wyszły od tych samych twórców: chrześcijanie z Żydów powstali, jeżeli więc usunie się korzeń, to pień z niego wyrastający łatwo zniszczeje (Chronicorum II, 30).

       


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lipca 2015 23:24
  • poniedziałek, 20 lipca 2015
    • nocne rozmyślania

      "Płomień świecy" - jak pisał nieoceniony Gaston Bachelard, jubiler przełożenia imponderabiliów na słowa, na frazy. Przy płomieniu myśli się wspaniale i inaczej. Po prostu - inaczej - najlepsze słowo - klucz. "Wszystko jest poezja, każdy jest poeta, a najmniej napisany wiersz". Czytam List do Pozostałych Stachury i podziwiam jego siłę i determinację, jego jasność oceny sytuacji i odwagę podsumowania.

      To jest cała jaskrawość właśnie. "Pogodzić sie ze światem" wybrane zapiski (bo znam całość) uwieńczone niepogodzeniem się przypomina Wikingów wystrzeliwujących strzały w niebo, kiedy przegrali starcie. Przypomina, tak. Może dlatego tak chłonę dzisiaj te słowa, że bardzo podobna sytuacja w moim życiu. pewnie tak. "Chyba na pewno" - jakby napisał Człowiek-Nikt, a przed nim Janek Pradera. Michal Kątny. To już słowa tylko dla wtajemniczonych.  Pamiętam jakeśmy z bp Tatkiem ruszyli do warszawy na wystawę, do Muzeum Literatury w 86 chyba. Tam, ta dosłowna Niebieska Tancbuda, światło niebieskie, girlandy, i refren piosenki śpiewanej przez Stachurę: hej Potęgowa, hej Witek i ja. Witka poznałam później i ach.

      Pisał do mnie kilka listów dziennie. To bardzo piękne było. Mam tych zielonych kopert walizki. bez przesady. A ja okrutnie przywiozłam i przedstawiłam mu młodego mojego męża, Krzysztofa Symchę, to było okrucieństwo z mojej strony, nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy.

      Do rzeczy jednak. A jeśli słowa to Michel Deguy mówi: "cóż mają wspólnego Lautreamont (pamiętasz Pieśni Maldorora?), Artaud, Cummings, Pessoa, Joyce, Tzara Pound, Nerval?….  To wlaśnie, czego nie możemy uchwycić." - to jak to "złapać" tę istotę alchemicznie wydzielić.

      To tak, jak w modlitwach hebrajskich "Patrz, nie drzemie i nie śpi stróż Israela". Przysłowie łacińskie pyta kto będzie trzymał straż nad strażnikami. I oto jedna z definicji piekna: zdolność do zamiaru. Jakże niedobre było spotkanie Stachury z Krishnamurtim. Ile nadziei, potęga taka, i rozprysła się w słoneczku uwielbienia guru.

      Co to jest, ta rutyna pisania rannego, to, co mówił Wojciech Has i mówili inni, a pisał Stachura, dlaczego ja nie mogę do tego wrócić od tylu miesięcy. Czekam. Zmiana scenografii i to definitywna na czas jakiś przydałaby się. Się. i oto.

      A co z Rimbaudem? Bo jesli bez tego, jeśli obedrzeć dzień z muzyki, literatury, pisania, tego sensu, - co zostanie? "Ich dzień powszedni, parowki z chrzanem a Matejko trwa wiecznie (Gałczyński)

      Mieszkanie w kurzu, wróciłam, zaniedbane, wylatują dosłownie okna z ram, w tapetach mieszkają pokolenia kurzu, to wszystko wygląda ładnie ale ja zaraz zaczynam się dusić i pani alergis przypuszcza atak. A to są ogromne okna. Nie wiem, nie wiem. Świeca w przenośni - i piszę.

      A z kilka godzin znowu dzień niespodziewany w 3/4 jego części. i nie trzeba go przeżywać. nie ma takiego obowiązku.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lipca 2015 01:56
  • piątek, 17 lipca 2015
    • wspominanie

      Zastanawiam się na tym mechanizmem wspominania bo Tadeusz Kantor twierdził, że "wspomnienia są podejrzanym procederem, jest to "wywoływanie klisz" - czy można im wierzyć… natomiast Wiesław Dymny fantastycznie powiedział, zapytany o wspomnienie o Krzysztofie Komedzie:
      (…)rzecz najważniejsza to polega na tym, ze ja mam wątpliwości czy wspominać i co wspominać(…) Oczywiscie mozna wspominac, mozna wymyślić tysiace historii (…) wspominajacych się w miedzyczasie namnoży... dla mnie Krzysztof w mojej pamiecia mimo, że był muzykiem, pozostał jako taka srebrna nitka ciszy… (…) on był muzyką (…)

       

      Absolutnie niesłychane "srebrna nitka ciszy" - no, to tylko Dymny mógł taką frazę… Na miarę Gastona Bachelard'a czy Michela Deguy.

      Napisałam o tym bo wspominam Stachurę. I mam nadzieję zrealizować o nim film, Stachura totalnie, Stachura - bez kompromisu… postawa niebywała. Oczywiście nie bedzie film apologia tak radykalnych postaw ale przypomnieniem il nonkonformisto postawy.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 17 lipca 2015 19:55
  • środa, 15 lipca 2015
    • Stachura

       

      "Staszura" mawia o nim Michel Deguy. Jestem w moim Valparaiso albo w meksykańskim, trzynastym niebie samobójców. Na kwaterze, która stała się … drogą. Czyli celem. Wędrówką życie jest człowieka, jak mówi w moich materiałach Edward - totalnie i bez kompromisu. "Trzeba pisac" - więc pisze, żeby zarobić na podróż do Patagonii. Piekielnie przystojny On był. Wreszcie trzeba opowiedzieć tę… "naszą historię".

       

      Au revoir

       

      tłumaczenie Brassensa

       

      https://www.youtube.com/watch?v=gMHpx4Xnp9Y

       

       J

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      środa, 15 lipca 2015 01:39
  • wtorek, 07 lipca 2015
    • Nowe Władze związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich

       

      o godzinie jeszcze bardzo rannej 6.35. Trwają rozmowy z zarządem na temat zmiany pory, powtórki programu są czasami niewychwytywalne.

      Bardzo dziękujemy ja i Ekipa Pani Annie Chipczyńskiej, Przewodniczącej Gminy Żydowskiej             w Warszawie i Panu Krzysztofowi Izdebskiemu, wice prezesowi Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich za miłe przyjęcie i danie nam naprawdę swobody i tzw "wolnej ręki" w poruszaniu się po terenie gminnym.

      dziękujemy!

      A więc, zaraz po montażu, podaję informacje:

      A ja kończę drobiazg dla "Twórczości", mam nadzieję zdążyć w tej sesji PISF, chcę wyjechac do Israela. Sprawy małe są przeze mnie odsuwane jeśli w ogóle zauważone. 

      Upał sakramencki. Piękny prezent dostała moja Ekipa filmu "Bossak" - dwa prezenty, o tym napiszę w innym, nowym wpisie. Bo za dużo - nie można :-)

      Miejcie się dobrze, kochani. Rozpoczęłam dużą przygodę z górami, nie sama, i zyskuje inną perspektywę postrzegania i mocny sen po ćwiczeniach. zawsze się tego obawiałam, teraz wyszłam na przeciw demonom ograniczenia.

      Zawsze korzystałam z dobrych przykładów czego i  Wam życzę. A Ci z Państwa, którzy raczej wolą domowe piernaty i atmosferę spokoju, która jest bezcenna - też mają rację, tylko ja wolę paść na drodze na Kościelec niż zejść sobie powoli, w fotelu, z kropelkami na wszystkie bóle w tle. Rutyna jest największym wrogiem nas wszystkich.

       

      Fundacja zakupiła fotel do Teatru Krystyny Jandy, w ramach pomocy! Chodźcie do teatrów :-)

       

      Dobrej nocy i dzień dobry!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 lipca 2015 00:53
  • środa, 01 lipca 2015
    • Edward Stachura

      



      Z nią będziesz szczęśliwszy,           
      Dużo szczęśliwszy będziesz z nią.    
      Ja, cóż -                                    
      Włóczęga, niespokojny duch,

      Ze mną można tylko

      Pójść na wrzosowisko

      I zapomnieć wszystko.                     

      Jaka epoka, jaki wiek,                
      Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień    
      I jaka godzina                            
      Kończy się                                  
      A jaka zaczyna...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      środa, 01 lipca 2015 21:15
  • piątek, 26 czerwca 2015
    • Info

       

      Wkrótce, o ile sprawy nie potoczą się tak, jak powinny, pojawi sie na blogu ważna informacja, tak więc zapraszam.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 26 czerwca 2015 14:28
  • środa, 24 czerwca 2015
    • ohyda trawienia

       

       

       

      Po co jest blog? Po to aby kreować się? przeglądać w słowach. Ja tak nie chcę. Wiem, że "wystawiam się" - ale co - jeśli nie prawda.

       

       

       

      Zły dzień. Straszliwy atak demonów, demona pustki głównie. Zaprzeczono sensowi połowie mojego życia. Pogodzić się, Nie godzić. Do jasnej cholery, jak można strawić kamień?

       

       

       PS

      Na koniec przypowieść o filiżance świeżej, gorącej czekolady w pianką. Filiżanka bardzo zwykła ale jakaż zawartość świeża i już dojrzała! Wypiłam ją, piankę zjadłam. Zostało na dnie kilka kryształków nierozpuszczonej czekolady w "grulkach" i dwa kwyształki cukru - jeśli znalazł się na to amator na hm… pozostałość, to nie mogę odmówić. Chyba, że o filiżankę chodzi, nie o ducha, to też proszę, nie ma w niej nic dla czego chciałabym ją sobie pozostawić. Po prostu nigdy nie pozna się smaku wypitego przez kogoś nektaru. Tak już jest…. :-) :-) :-)

       

      Kumpel, niejaki Bogdan K., miał sytuację podobną ale on po prostu powiedział do amatorki, o kobietę wtedy chodziło : nie jestem zbieraczem pustych butelek…. mniej wyrafinowanie ale, do kroćset niesłychanie plastycznie. I tyle mam, wampiry moje, do powiedzenia w tej sprawie. Bo wiem, że niewielki procent wchodzących tu, to ciekawość krwi. A gówno, (kolokwializm licentia poetica) kochani - jak powiedział Nikodem Dyzma!

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      środa, 24 czerwca 2015 12:27