RSS
piątek, 22 kwietnia 2016

 

 

Moi Drodzy,

z okazji świąt Pesach celebrującego pamiątkę wyjścia z domu niewoli, z Egiptu, z ciemności, lud Israela został wyprowadzony przez Haszem, życzę Wam i sobie, (niezależnie od Waszej religii) wyjścia ze wszystkich mentalnych i fizycznych sytuacji wszelkiego niewolnictwa!

Jemy macę w te święta, prosty posiłek, bez zakwasu, zlikwidujmy zakwas ze wszystkigo co gnuśne, nie posuwa się do przodu, stoi w miejscu, nie ma dobrych rokowań, wyjdźmy z tego, a jeśli komu z czym zalegamy - uregulujmy też i te zakwasy.

Powiedział pewien cadyk: moi chasydzi, tak sprawdzacie koszernośc tego, co do ust wkładacie, a tak nie bierzecie pod uwagę, co z waszych ust wychodzi, czy słowa, które wypowiadacie - są koszerne...

 

Koszernego Pesach! :-)

14:12, mb_k
Link
czwartek, 21 kwietnia 2016

 

 

Serdecznie zapraszam 22 kwietnia emisja celebracji przez Naczelnego Rabina RP święta Purim w warszawskiej synagodze Nożyków program II TVP.SA

dziękuję PWSFTviT za pomoc przy realizacji tego przedsięwzięcia!

 

Małgorzata Burzyńska-Keller

 


03:06, mb_k
Link
sobota, 09 kwietnia 2016

Bal sie czy uderzeniem stopy, buta - uda mu się stłuc tę szklaną rzecz, ktorą jest owijana białą tkaniną i na koniec chupy, żydowskiego ślubu, pan młody na pamiątkę zburzenia świątyni, uderza w białe zawiniatko, zwykle jest tam żarówka (teraz nie wiem bo energooszczędne nie dają takiego donośnego dźwięku) Obawiał się, że "to" będzie za twarde, że ze zdenerowania - nie uda mu się stłuc i będzie musiał drugi raz - uderzy mocno, zmiażdżył i rozległo się "mazl tov" naszych znajomych, rabina i świadków. Jeszcze dziennikarz z prasy: państwo przylecieli do Nowego Jorku, żeby wziąć ślub, to takie wzruszające... zza żelaznej kurtyny... Długo powtarzał jesteś mi poślubiona w imię prawa Israela, a ona dopowiadała, w imię amerykańskiego prawa także, mamy trzy śluby, polski, nasz religijny i amerykański. Możemy spróbować wziąć jeszcze jakiś - żartował ale był bardzo wzruszony. Wiedziała, że w tym żarcie jest cała jego chęć bycia z nią naprawdę.

Mieszkali w akademiku YMCA. To Bela tak zarządziła, nie mogli znieść dłużej rozłąki: on w new jersey, ona w NY. Crown Height to osobna historia. Bela dziwiła się i chasydki były zdzwione, ciągnęły ją za włosy i mówiły: och, to nie jest peruka! Nie masz peruki! Jak to możliwe. Sama zastanawiała się, jak to możliwe, stojąc przed witryną sklepu ze sprzętem elektronicznym i patrząc na kamerę VHS, dokładnie taką, jaką zostawiła w Polsce i tęskniąc za zajęciami na uczelni, za tą pracą.

Powiedziala do niego, że kupi sobie perukę. "Jeśli to zrobisz i zaczniesz nosić, to się z tobią rozwiodę. Masz bardzo piękne wasne włosy i taką cię kocham. Nie przejmuj się perukarami. I roześmieli się oboje. Obudziła się szczęśliwa. To taki ślub, jaki mieli pradziadkowie, dziadkowie, to taki ślub, którego nie chciano już tuż przed wojną mieć, przynajmniej w jej rodzinie. Do synagogi zakładała ładną chustkę. Zresztą, kiedy zamieszkali przy 92 av., sytuacja zmieniła się diametralnie.

Kasia łączyła ich z jej mamą, mogli swobodnie rozmawiać, wtedy nie musieli płacić. Aż kiedyś przeholowali, po rozmowie Beli, włączył się on do rozmowy z jej mamą i całość trwała chyba około 3 godzin. Sprawa nie tylko nabrała rumieńców, spalili sprawę. Odtąd tylko na pięć minut. Zaczęli zwiedzać wreszcie Nowy Jork!

12:43, mb_k
Link
czwartek, 07 kwietnia 2016

Siedział zamyślony w kuchni. Kiedy weszłam, spojrzał na mnie wzrokiem rozzłoszczonego kota. "Miałem sidduch w synagodze" - powiedział. "Ty miałeś sidduch? Żonaty?" - wcisnęłam przycisk czajnika i woda zaczęła szumieć. "To było  j a k  sidduch. Powiedziała, że mnie kocha. I ja to przyjmę. Spróbuję. Jak się nie uda zostanę samotnym wilkiem. Muszę odlecieć w ortodoksję". Przyśpieszyła termin powiadomienia tak zwanej "władzy zwierzchniej" i tu napotkała na opór. "Kiedy wrócę zza granicy, nie teraz. Może się jeszcze wszystko zmieni". "Nie, teraz. Albo - albo". W nocy przyszedł sms, wpakował się do jego telefonu z hukiem, była godzina północna, siedziała w kuchni i pracowałam - telefon leżał pozostawiony obok. Widniał napis Eunik : jak zwykle rozmawiałam długo z mamą. Wzruszyła ramionami. Eunik jest kobietą? Trzeba być w niezłej poufałości z kimkolwiek, żeby przed północą wysłać sms o tak błahej treści. No nic.

 

"Rozwód" - to słowo przewijało się jak wąż pośród jego wahań góra dół. "Wie, że jesteś panią dyrektor, pełny szacunek. Dobrze nam się rozmawia, to na tym polega". Śmiała się, godzinami rozmawia. "Ty o nazywasz rozmową!". Podjął decyzję: naprzód będzie chodził  na spacery. Z nią. I do hipermarketów. Osiem godzin w hipermarkecie - śmiała się od ucha do ucha - ty?! który nie znosisz? - przestań".

Zaczął się intensywnie myć, szorować, piłować paznokcie, używać wody kolońskiej, którą otrzymał od jakiegoś duchownego. Gio czy cos takiego. Wracał przepełniony poczuciem winy. Niezłe pranie mózgu ma chłop - myślała.

"Misiak, nie idź do synagogi. Co będziesz z tymi kretynami siedziała. O czym rozmawiała. Chcesz być mziagą - rebecyn - tu zmienił głos na falset - prosze państwa, tu sałatka z pomidorków - wyjątkowo się udała, a tu jajeczko - może jajeczko? A może jeszcze grzybków? Proszę się częstować - sama robiłam! Śmiałam się ja, moja koleżanka i on. Wywinął obertasa i poszedł na dół. 

 

"Misiak, nie zrobisz mi tego i w tym roku pojedziesz ze mną do I.," "Dobrze, tylko muszę wyrobić nowy paszport, ten się kończy." "Słuchaj, masz sporą kwotę pieniędzy, nie spłacajmy mieszkania, spłaćmy swoje inne pożyczki, prezydent miasta picuje sródmieście, mieszkania ich ceny skoczą do góry, wtedy sprzedamy, wezmę kredycik no i kupimy coś w Kościelisku? Tylko nie chałupę bo na starość nie będę miał siły grabić, sprzątać i palić w piecu. Właśnie tak zrobiła.

"Nawet nie wiesz, że miałem... miewałem oferty, ta lesbijka przecież..." " jak to "oferty"... a co ty jestes pan z ogłoszenia?! Lesbijka? I do ciebie... No ale ona i ładna i w naszym wieku" "No ale - odrzuciłem, a ta jest w takim wieku, że już kobieta" "Chyba zwariowałeś. Ty na pewno zwariowałeś. A nasze ustalenia? "Misiak, przecież jesteś moją pierwszą miłością, sądzisz, że nie będę cię darzył już do końca uczuciem? Cokolwiek stałoby się? przecież cię zabezpieczę! Za kogo mnie masz, jak możesz!"

22:29, mb_k
Link
poniedziałek, 15 lutego 2016

Będę w tej sprawie odzywała sie czesto, żeby Państwu przypomnieć, że sprawa ta NIE JEST JESZCZE ZAKOŃCZONA!

Na razie program. Bardzo dziękuję Redakcji, REDAKCJI! za ten tytuł, za umieszczenie tytułu. Dalszy ciąg brzmi (ale jest długi, nie zmieścił się!):         spotkanie z Agatą Tuszyńska i Marią Zmarz-Koczanowicz. Bardzo się cieszę. Dziękuję!

23:38, mb_k
Link
wtorek, 09 lutego 2016

Wiatr opanował Las. Najbardziej mistyczne są wieczory i noce, wtedy staje sie odważniejszy, przetacza się strychem, porusza okiennicami, skrzypi wszystkim, co można, szura, korony drzew niskim tonem... coś się dzieje, coś spada, nastrój, jak diabli. Bardzo to lubię i jestem w swoim żywiole. Piszę i gotuję. Oprócz tego gram na fortepianie, wreszcie mam do dyspozycji, mogę ile chcę. Ale za dużo nie mogę bo inne obowiązki. Napisałam rodzaj dysertacji na temat stachurowy, napisałam o Stachurze - ukaże się w lipcowym numerze Medytacji lub Charakterów, w rocznicę jego śmierci. 

Zaczęłam pisać, powiedziała mi o tym, że powinnam, Bardzo Ważna Osoba, która sama pisze tak, że chapeau bas. Zwłaszcza, że pewne sprawy, jak nośne ściany, zostały nie tylko naruszone ale zburzone, a więc można tego tylko już dotknąć słowem i trzeba to zrobić. TO nie może tak sobie pozostać. Musi zostać ślad. Pod wpływem spotkania, pejzaż odzyskuje barwy, stają sie intensywniejsze, to już nie zwarta masa kitu ale prawdziwa panorama... racławicka! 

Opiszę wszystko.

Las temu sprzyja. Cisza i spokój. Pozorny spokój? Może nie zawsze? Chwilami pozorny. Mam go w sobie, niosę go sobie w życiu, jak get w kieszeni - musiałam schować i "pochodzić sobie" z nim - w kieszeni. Energia wraca. Energia wróci. Tym razem nie ja będę beneficjentką.

Nie trzeba mi już także Lasu do pisania, piszę gdziekolwiek. Wreszcie pojawił się tak długo oczekiwany dystans, nie tylko do osób, tego co sie stało, do sytuacji. Pojawił się uśmiech, serdeczny śmiech z tych wszystkich "sztuczek", tych, nie mających pomysłu na życie ani żadnych pasji, brnących w nie-swoje, wymyślone źle życie, nieprawdziwe, pozornie wypełnione ... sztuczną radością, na ile można jej jeszcze wycisnąć z życia, sytuacji?

To też tak, jakby mieć na talerzu na przykład makowiec z solidną polewą. Nieźle wygląda ale bierzemy widelczyk, podważamy tę "polewę" a tam... rozkład. Gra pozorów także kiedyś musi się kiedyś skończyć, nie można żyć na niby, na lipę, na "co będzie to będzie". Pech tych, którym wydaje się, że wygrali, polaga na tym, że - ten autobus zmierza do zajezdni. Już wszystko, co dobre, zdarzyło się. Tak już nie będzie. Tamtych ludzi nie będzie, już nie ma, sytuacji, możliwości i wszystkiego, co można. Niewiele już można. Dzieci muszą dorosnąć. Stare dzieci także.

Dzisiaj tybetański Nowy Rok Ognistej Małpy. Nieprzewidywalność, kreatywność. Zobaczymy.

 

Wszystkiego dobrego!

 

Zacytuję słowa Zagłoby "kiedy w brzuchu pusto, w głowie groch z kapustą". A teraz Mozart dla mnie.

 

http://koszernegotowanie.blogspot.com/2016/02/gefilte-fisz-czyli-danie-szabatowe.html

 

 

 

12:41, mb_k
Link
czwartek, 04 lutego 2016

 

Miła ta z Państwem komunikacja blogowa. Bardzo krzepiąca. Odganiała, kiedy było źle - myśli niedobre, kiedy było dobrze - dodawała życiu smaku.

 

Dziekuje!

19:52, mb_k
Link
poniedziałek, 01 lutego 2016

 

Dzisiaj odszedł niespodziewanie i nagle! Jeszcze byliśmy umówieni na wiele spotkań. Realizowaliśmy razem program. Jego wiersze, Jego wspomnienia, poczucie humoru, aura jaka Go otaczała, pełna dystynkcji i pięknej dzikości serca. Góry, jego miłość, żywioł. Jeden z najwspanialszych ludzi, jakiego znałam. Jest mi bardzo, bardzo źle.

kto tu znostanie - pytam słowami doktora Szumana z "lalki" Prusa. Wtedy pada, jak trup, odpowiedź - Myyyyy - a są to... resztki. Ludzie pozbawieni honoru i taktu, karierowicze idący po trupach, bezczelni, chamscy często. Ta garstka ludzi, których znam, szanuję, którzy robią coś wspaniałego, są dobrymi, prawymi ludźmi, realizują swoje piękne pasje - ONI odchodzą. Bardzo trudno, coraz trudniej żyć. W tym jazgocie, w tym tonie mówienia. ja sobie nie życzę takiego tonu. Ani takiej treści, takich postaw pozbawionych skrupułów.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Zmarl-Michal-Jagiello,wid,18137080,wiadomosc.html?ticaid=11667a&_ticrsn=5

 

  Michał Jagiełło

         1941   -   2016

 

"Wołanie w górach" .        

 

do zobaczenia...

 


17:24, mb_k
Link
piątek, 29 stycznia 2016

 

 

Bardzo dziękuję Centrum Dialogu im. M. Edelmana za współpracę przy realizacji wydarzenia Wiera Gran, pieśniarka warszawskiego getta"

 

Podziękowania dla pani Agaty Tuszyńskiej i Marii Zmarz-Koczanowicz. Dla Joanny Podolskiej.

 

TVP.SA

 

Spotkanie udało się nadzwyczajnie! jeszcze raz dziękuję naszym Gościom i Państwu! napisze, kiedy relacja ze spotkania w TVP.SA Dwójka.

 

02:23, mb_k
Link
wtorek, 26 stycznia 2016

 

Trzeba pisać. No więc robię to nocami - co widać - i dniami. 

 

W przerwie przepis na kugel.

 

Nie samym słowem człowiek żyje.

 

http://koszernegotowanie.blogspot.com/2016/01/przepis-na-kugel.html

05:23, mb_k
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17