Blog Małgorzaty Burzyńskiej-Keller

Wpisy

  • czwartek, 26 lutego 2015
    • Szukanie chleba

       

      Pozdrawiam Was z Drohobycza, w którym na chwilę jestem, "zaciągnąć się" jego powietrzem przesyconym palonym drewnem, węglem, intensywnością i przenikliwością. Na ulicy Mickiewicza w starych willach łopiany śpią mocno, szare, wręcz czarne, miękko kładą się na murach, wchodzą do klatek schodowych, niektórych z okrągłymi schodami, z posadzkami we wzory… w willach "nieczynne" piękne bramy, a na podwórkach, suszą się drobiazgi bieliźniane, pomimo niskiej temperatury.

      Szukam tamtego sklepu (nie ma go już) i tamtego zapachu i smaku chleba, który przywieziono dokładnie o 9-tej wieczorno-nocnej. To właśnie w tym sklepie był chleb. Ustawiła się żwawa kolejka, ja oczywiście w niej i choć już opisywałam to wydarzenie, wrócę doń raz jeszcze. Widocznie obserwując ruch wkoło sklepu, krasnyj molodiec wpadł do sklepu, zatoczył się, i zatrzymał się na ladzie sklepowej. Zapach chleba, mąki, jego ciepło, to wszystko wręcz oszałamiało. Tak zwana sklepowa, energiczna, mająca czym oddychać  i na czym siedzieć blondynka, z pięknym dekoltem, wrzasnęła na niego, bo przesunął swoją bezwładnością ladę. "Szto ty choczesz!" I dalej wydawała i brała:  chleb-hrywny, chleb-hrywny, chleb-hrywny. On opamiętał się ale miał cholera refleks, uśmiechnął się szeroko, przechylił do niej i zagrzmiał " Lubwi! Diewaczka! lubwi…!". Roześmieliśmy się wszyscy i to była jedna z magicznych chwil. Ja z okrąglym chrupiącym chlebem w dłoniach, rwąc go i jedzac, szłam wilgotną od nadchodzącej wiosny ulicą Mickiewicza i dookolnymi. Pora magiczna Schulza. Każda pora roku, dnia - jest magiczna dla Schulza.

      A więc teraz, w zmienionym jednak Drohobyczu szukam tamtych klimatów. Na razie jestem w fantastycznej kawiarni, w której śliczne dziewczyny podają niemniej śliczna kawę no i ciasto. Nie musi mnie nikt tam zabierać. Sama mogę pojechać albo z kimś ale z Drohobyczem to jest teraz u mnie tak, jak z kinem - zawsze chodzę sama, żeby mi nikt nie brzęczał o ujęciach, montażu, grze, przekroczeniu osi albo zachwycał się. Nie, nie. nie. Znajdę ten zapach. nie będzie zakończenia "jak pies!" - jeszcze nie teraz. Kto czytał Kafke - ten wie.

      Realizacja PURIM w Warszawie.

       

      OGROMNE O TAKIE! podziękowania dla Pani, która wczoraj pomogła mi w krs, jest wspaniała, wspaniała i jeszcze wiele razy wspaniała! dziękuję! Sprawiła, ze niemożliwe stało się możliwe.

      Dokonała cudu. Kocham takich ludzi!

       

      Kłaniam się Pani z Drohobycza i idę dalej. Z aparatem.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 lutego 2015 13:58
  • środa, 25 lutego 2015
    • Kirkut

      Dopiero wrócilam. Szkoła!!! Montaż. Ależ ten nasz bohater niesłychany, Daniel Passent. Jaka przyjemnośc montować TAKĄ rozmowę, jaka kultura słowa, wyczucie, dramaturgia, ujęcie, maestria. I prawdziwy, dotykający ogromnie - Jego los, o ktorym niewiele osob wie. Mój bp Tatko był fanem jego felietonow w Polityce. Czytało się zawsze, wszędzie i o każdej dobie, heh. W naszym domu. Mieliśmy idee, ksiażki, zwierzęta i niesłychaną siłę ducha.

      Byłam dzisiaj na genialnym masażu, robionym przez dziewczyny spa Sheraton. Dzisiejszy gratis przemiły plus gardenia. Aż kicz. Znowu muszę nabyć L'heure blue bo to zapach magia. Żaden z guerlaina, nawet Mitsouko, nie pobije tamtej tajemnicy. Shalimar jest po prostu symfonią życia, miłości, ogrodu ale L'heure blue to kadzidło sprzed nieznanych ołtarzy. 

      Wkrótce Uffizzi. po prostu nie mogę się doczekać!

      Wielkie piękno. Ten film jak amulet. Dorota G. kojarzysz mi sie z tym filmem, niewiasto posagowa. Nawet nie Wiesz, widzisz?

      Bogusi K - po prostu nie wiem jak dziękowac ale wymyśle, spokojnie.

       

      Ekipa filmu "Kirkut" dziękuje Symche Kellerowi oraz Zarzadowi łodzkiej Gminy Wyznaniowej Zydowskiej za pomoc przy projekcie "Kirkut - reaktywacja".

       

      Idziemy jeszcze dalej, wznawiamy akcję : https://www.facebook.com/pages/Ocalmy-ostatnia-synagogę-w-Lodzi/280359232173781?fref=ts

      POLUB NAS :-)

       


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      środa, 25 lutego 2015 00:32
  • poniedziałek, 23 lutego 2015
    • codziennik

       

      Lutowo-marcowa Ida, a my dalej i jeszcze pewniej. niesamowicie to wydarzenie dodało wszystkim (tak ja myślę) tak zwanego "poweru", dobrej energii, powietrza.

      Skromnie odzywam się w sprawie "Kirkutu", że składamy, że czas błędów formalnych i kontaktowania się z bardzo dziwnym gatunkiem "czwororęcznych" - jak nazywał troglodytów Edmund Niziurski genialny - minął. jeszcze raz. Kirkut, Życiopisanie i Borderline. Tyle dobrych słów o Borderline, wielkie wzruszenie dla mnie.

      Dzisiaj śmieliśmy się z przyjaciółmi wreszcie, nareszcie, no znowu, o rany, ileż można…aaaaa! Poszukuję balowych rękawiczek glace - białych. Bardzo potrzebne!

      Na walizkach, ciągle w drodze, wszędzie wiosennie. Ludzie, dużo rozmów. Dużo ognia :-)

      Iphone 6s 128 GB - boska sprawa! Wszystko. Filmy, tv, foto, muza, kamera, slow motion, co chcecie tylko.

       

      jest 3.43 ptaki spiewaja jak szalone. 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 lutego 2015 23:49
    • Jest Oscar dla "Idy"!

       

      "Polska szkoła filmowania" - zwycięzyła! Do 10 razy sztuka, od 1964 roku były nominowane filmy polskie do tej nagrody, - w dziesiątkę strzeliła "Ida".

      Warto pisać scenariusze, warto realizować filmy, warto marzyć i - co tu dużo myśleć - solidnie pracować i mądrze promować nasze filmy, żeby zobaczył je świat. 

      Gratuluję Wszystkim! Reżyserowi, Pawłowi Pawlikowskiemu, Jarkowi Kamińskiemu - montażyście filmu, prof. lenczewskiemu i Łukaszowi Zal. No i niesamowitemu Producentowi panu Dzięciołowi.

      Gratulacje za pełne magii zdjęcia prof. Ryszarda Lenczewskiego i Łukasza Żala!

      Dzieje się historia, fantastyczne zdjęcia, praca, genialna roli Agaty Kuleszy.

      Ta historia dodaje siły, dodaje - wszystkiego dodaje. najważniejsze to śnić - jak mawiał Mistrz Has. Strategia promocji filmu jest w tym naszym biznesie filmowym - szalenie ważna.

      Więc jest! nie liczy się ilość zrobionych filmów, liczy sie jakość, lepiej zrobić jeden film z niesłychaną nagrodą. Tak z mojego punktu widzenia, które dyktowane jest całym moim ja.

      dzieje się historia! nie mogę dalej pisać bo robie literówki, a tu wokoło wszyscy cieszą się tak, że klawiatura wylatuje z rak! :-)

       

      ps. nie martwmy sie że polskie dokumenty nie dostały nagrody. Słuchajcie, jest jakas polityka przyznawania nagrody, wszyscy wiemy. Aaaaaa! Świetnie!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 lutego 2015 03:39
  • poniedziałek, 09 lutego 2015
    • Bagaże kultury - spotkanie z Danielem Passentem

       

      Wspaniałe, skrzące się humorem najwyższej próby, spotkanie z panem Danielem Passentem w ramach cyklu "Bagaże kultury", podczas którego pan Marian Opania czytał dwa felietony pana daniela i sam nie mógl powstrzymać śmiechu komentując z właściwym sobie charmem ten fakt, zresztą cała widownia po prostu toneła w "nieutulonym śmiechu". Były także tematy arcypoważne. ekipa i ja oczywiście rejestrowaliśmy to wydarzenie, oczywiscie umowiłam się na telefon z panem Danielem bo to niesłychany witz pod każdym względem, jego wizja świata i najprzedniejsze poczucie humoru.

      Zapraszam serdecznie na marcowy odcinek. Przy okazji już dzisiaj zapraszam na spotkania z rabinem Michaelem Schudrichem, o szczegołach napiszę odpowiednio wcześniej. A teraz - montaż!

      Jeszcze raz dziękuję panu Januszowi Paliwodzie, dzięki uprzejmości którego mogę pokazać ułamek klimatu spotkania. Ukłony!

       

       

      zdjęcia: copyright by JANUSZ PALIWODA 

       

      od lewej Marian Opania, Daniel Passent i Remigiusz Grzela

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 lutego 2015 02:46
  • czwartek, 05 lutego 2015
    • czwartek, luty

      W minioną niedzielę, wspaniałe przedstawienie w Teatrze Żydowskim w Warszawie, wspaniała realizacja ! Tłumy, bisy, owacje na stojąco. Ekipa i ja składamy podziękowania Państwu:

       

      Goldzie Tencer, Markowi Grońskiemu, Henrykowi Rajferowi, Teresie Wrońskiej,

      Markowi Węglarskiemu i pozostałym wspaniałym Aktorom!

       

      Za piękne przyjęcie nas i za śmiech, za oczyszczającą jego, dobroczynną moc i dawkę.

      Oczywiście spłakałam się podczas wykonywania przez Gołdę piesni Meine Jidisze Mame, jak zwykle… ale potem na scenę wszedł Henio Rajfer i - płakałam ze śmiechu - taki ma vis comica ten Aktor.

      Znakomite skecze, piosenki i pieśni. Hemar, Petersburski, Włast, Tuwim, Słonimski!

      W najbliższą niedzielę szykujemy sie na "Bagaże Kultury" gościem będzie pan Daniel Passent, a rozmowę prowadził będzie niezrównany Remigiusz Grzela, autor wspaniałych książek i wywiadów prowadzonych m in dla gazety Wyborczej, dla Zwierciadła...

      O terminach emisji napiszę bo nieobejrzeć tego - to grzech :-) Wyjaśniamy istotę szmoncesu i humoru żydowskiego. Dopiero teraz wróciłam z montażu, z jego pierwszej części.

      Jutro znowu do Warszawy w filmowych sprawach, a i wreszcie spokojnie wejdę do synagogi, po miesiącach… Malo śpie ostatnio, tak więc oglądam mnóstwo filmow i nadrabiam zaległości czytelnicze. Polecam film "Birdman", kandydat do Oscara, zasłużenie, niebywałe w jednym ujęciu zrobiony film, ile inscenizacji, jaka perfekcja, cos niesamowitego. Sławek opowiada o cudzie najnowszego Iphona 6 plus. Pożadam, oglądałam, przeszkoda jedyna - cena.

      Pracuje nadal nad scenariuszem filmu "Borderline" który wciąż zyskuje coraz więcej uznania. Bardzo mnie to cieszy. W kolejce następny pomysł i zainteresowanie "Życiopisaniem" o Stedzie. Moża uda się skoczyć do Paryża? na parę dni?

      Obejrzałam po raz kolejny genialny z Dustinem Hoffmanem film "Mały wielki człowiek". Wydano w tym roku książkę Bergera.

      Do następnego czytania!

       

      Polecam: https://www.youtube.com/watch?v=iyTTX6Wlf1Y

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 lutego 2015 03:13
  • poniedziałek, 12 stycznia 2015
    • w drodze po mroźnych traktach

      "Nowy dzień. Nie daj się pognębić" -  wciąż wracam do słów Steda bo stają się coraz bardziej dojmujące i choć brzmiały zawsze mocno, teraz rozbrzmiewają jak zew. "Coraz więcej wkoło ludzi o człowieka coraz trudniej".

      jeśli przyjaciel Twój, Czytelniku ewentualny, sprzeda Cię tanio czy drogo, (nie szukajmy eufemizmów!) zdradzi Cię w sposób straszliwy, nie posłucha słów próśb Twoich spokojnych - musisz to przeżyć, jakkolwiek jest Ci ciężko.

      Nie czuj się upokorzony, cokolwiek "przyjaciel" ten Ci uczynił. Skąpał się w upokorzeniu właśnie on sam, ponieważ chciał Ciebie upokorzyć. Ciebie to nie dotknęło.

      Mały to człowiek, który tyloletnią wieź niszczy, w krytycznej sytuacji Twojej odstępuje od Ciebie. Marny. To Twoje oczy i duch, Twoja miłość - przyjaźń jest rodzajem miłości - dodały w Twoich własnych oczach temu komuś cech, jakich on nie miał.

       Występek wyobraźni bywa bolesny.

      A więc pozostaw jego im, niech rechocą wespół, we własnym sosie, niech odór będzie im zapachem, czułość - słabością, obrona własna - atakiem na nich samych, a hipokryzja - matką.

      Bo szkoda Twoich kolejnych chwil.

      Szykuje się za oknami piękny mistyczny "spektakl" wschodu Słońca.

       

      Wspominam Mistrza Tadeusza Konwickiego… którego nie żegnam. Czekam na spotkanie. tak jak z wieloma moimi pięknymi Przyjaciółmi, którzy stąd - odeszli.

      Na Chełmskiej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 stycznia 2015 06:37
  • piątek, 09 stycznia 2015
    • piątek, w styczniu 2015

      Pisanie, pisanie i pisanie. Już - nie mogę. Pisanie dla Twórczości, pisanie szkicu, konspektu czegoś większego, wypełnianie spraw szkolnych, uzasadnianie i badanie. Mieszkam w ciszy i to jest piękne. Czasami wstaje, podchodzę do balkonowego okna i patrzę na zaśnieżoną okolicę. Odchodzą wspaniali, godni ludzie, odchodzą autorytety - nie tylko dla mnie. Kto zostaje? Nieodmiennie przychodzi na myśl zakończenie "Lalki" Prusa. Wczorajsze odejście Tadeusza Konwickiego, giganta, na Boga - jak pięknie napisał Stefan Chazbijewicz - jest końcem pewnej epoki. Już nic nie będzie takie samo. Dziś wiadomość o śmierci Józefa Oleksego, polityka, którego znałam i ceniłam. Odszedł Stanisław Barańczak, Krzysztof Krauze, Eryk Wnuk-Lipiński…. i Pisarz mojej młodości, dorosłości Tadeusz Konwicki. Niech żyje w zdrowiu Józef Hen - jak najdłużej, Jego Dzienniki to ostatni bastion. I Julia Hartwig. A potem - już nic. Na czyje książki mam czekać, na czyje frazy, poezje, zastanowienia? Pytania o sens pracy, którą wykonuję. Została garstka osób, naprawdę. dla niej warto jeszcze sięgać po pióro, po kamerę...

       "(…)— Straszna rzecz! — odezwał się doktór. — Ci giną, wy wyjeżdżacie... Któż tu w końcu zostanie?...

      — My!... — odpowiedzieli jednogłośnie Maruszewicz i Szlangbaum.

      — Ludzi nie zabraknie... — dorzucił radca Węgrowicz.— Nie zabraknie... ale tymczasem idźcie panowie stąd!... — krzyknął doktór. 

      Cała gromada z oznakami oburzenia cofnęła się do przedpokoju. Został tylko Szuman i Ochocki.

      — Przypatrz mu się pan... — rzekł doktór wskazując na zwłoki. — Ostatni to ro- mantyk!... Jak oni się wynoszą... Jak oni się wynoszą...

      Szarpał wąsy i odwrócił się do okna."

      Ochocki ujął zimną już rękę Rzeckiego i pochylił się, jakby chcąc mu coś szepnąć do ucha. Nagle w bocznej kieszeni zmarłego spostrzegł wysunięty do połowy list Węgiełka i machinalnie przeczytał nakreślone wielkimi literami wyrazy:

      Non omnis moriar...

      — Masz rację... — rzekł jakby do siebie.
      — Ja mam rację?... — zapytał doktór. — Wiem o tym od dawna. Ochocki milczał.

       

      Koniec

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 09 stycznia 2015 09:44
  • piątek, 12 grudnia 2014
    • Mała opowieść

       

      Związek Claude Debussy'ego i Gaby Lhery był niezwykły. Zobaczyli się w paryskiej kawiarni, Claude wpadł tam na śniadanie, a Gaby, piękna, posągowa, zielonooka Gaby piła kawę i nudzila się setnie. Jej przyjaciel pochłonięty był lekturą dziennika, miał mnostwo pieniędzy i była jego metresą. Zresztą kochał ją, kiedy chciała odejść, spytał czy jej następny kochanek da jej tyle swobody, ile daje on?

      Piękna, o zjawiskowej urodzie, nieskazitelnej cerze (pomyslał wtedy, że pochodzi ze wsi, tylko najczystsze powietrze potrafi wypieścić w taki sposób skorę) elegancko ubrana, młoda dziewczyna z przestrzeni dziewczyn typu Cleo de Merode.

      Osoby o mentalności paniuś i potulnych, bez krztyny szalenstwa mezow, partnerow i tak dalej, nie mają czego szukać w tej opowieści.

      A więc Gaby była kurtyzaną z tych legendarnych do dnia dzisiejszego, za przyjemność wypicia (tylko!) z nimi kawy (kwadrans)) ministrowie, premierzy, bogaci mężczyźni, płacili bajońskie na tamten czas sumy, 45 000 Frankow… niebagatelna suma. Gaby pretendowała do tej sfery. W końcu do niej weszła, po wielu latach.

       W kawiarni Claude natychmiast ją zobaczył i chciał zwrocić na siebie uwagę tej pięknej dziewczyny, szeleścił głośno gazetą, patrzył uparcie w jej strone - także zdawał sobie sprawę ze swojego uroku, kobiety bardzo go lubiły - Gaby studiowała wzrokiem strukturę tapet, jakie stroiły kawiarnię Wiedziała, że on wychodzi z siebie aby zwrócić jej uwagę. Zabawna gra, Claude krztusi się herbatą i kaszle, Gaby z udanym znudzeniem choć rozbawieniem na twarzy z trudem ukrywanym, ogląda żyrandol, wpatruje się weń. W końcu spojrzała na niego i zaniemówił: miała zielone oczy. Zielone. W tym samym momencie jej przyjaciel zwinął gazetę, ucałował jej dłon opiętą kosztowną rękawiczka glace, wstali i wyszli.

      Długo o niej myślał, wracając do swoich kompozycji. Kilka tygodni później po prostu wpadli na siebie na ulicy, na nią czekała kareta, śpiesznie robiła zakupy przed wyjazdem na wakacje. Claudiusz użył wszelkich sposobów aby przekonać ją, iż wspaniale potrafi doradzić przy wyborze kapeluszy, matinek, i innych drobiazgów, czynił to z poczuciem humoru, aż w końcu zgodziła się.

      W Galerii Lafayette była zadowolona z jego porad, zdobył uznanie w jej oczach jako osoba mająca świetny gust. Kiedy odjeżdżała, krzyczał biegnąc za nią swój adres. Nie mogł o niej zapomnieć. Dwa tygodnie później napisała do niego. Umówili się ale pierwsze spotkanie było złe. Zmienił w łóżku na swoim poddaszu pościel, kupił kwiaty, butelkę taniego, czerwonego wina i pobiegł do kawiarni. Ona spóźniła się dwie godziny, wyglądała wspaniale, przepraszała. On był nadęty. W końcu zaczęli rozmawiać, nie szła rozmowa. Gaby byla prostą dziewczyną, zapytała gdzie są grane jego utwory - on odczytał to, że bierze go za kompozytora pioseneczek grywanych na podworkach. Zbladł. I ona zbladła. W końcu pokiwała głową i powiedziała mu: wściekasz się bo przygotowałeś sobie pościel, kupiłeś kwiaty i wino, a ja do ciebie nie przyjdę. "Nawet nie dacie dziewczynie szans, zeby was polubiła" - powiedziała ogólnie zebrała się i poszła. Zatrzymał. Została. Był mężczyzną jej krwi, zorientowała się po pierwszej, wspólnie spędzonej nocy - i przeraziła. 

      Ich romas, bardzo burzliwy, trwał 7 lat. Wprowadziła się do niego damą, a klepała z nim biedę w najskromniejszych szmatach bo Claude komponował a komorne trzeba było płacić. Usiłowała odebrać sobie życie, kochała go ponad wszystko. Schudła, wysprzedała wszystko, co miała. Byla mu wierna, a on w tym czasie miał romanse - kończyła je - dowiadywała sie, robiła karczemne awantury. Kochała go w zdrowiu, chorobie, nieszczęściu i szczęściu. Odchodziła i wracala. Sprzedawała biżuterie, kosztowne zegarki aby zapłacić czynsz, kupić jedzenie, być z nim na poddaszu, z dziurawym dachem, kiedy nadchodziła wiosna lub jesień, po prostu padał deszcz w ich mieszkaniu. Rezygnowała ze wspaniałych ofert, trwała, miała nadzieję.

      Aż w końcu, w biedzie i zimnie - brak forsy na opał - po awanturze, kiedy wyszedł - po kolejnej awanturze zdała sobie sprawę, dotarło do niej, że ma prawie 30 lat i nie zdobyła ani Claude, ani miłości, ani domu, a świat o niej zapomniał, stała się nudną kochanką, zazdrosną, zaborczą. Wtedy usiłowała skończyć ze sobą. Zabrało ją pogotowie. Wrociła do niego po 3-4 miesiącach prosząc aby pozwolił jej zamieszkać bo ona nie miała gdzie pójść. Obiecała, że nie będzie robiła awantur. On skonstatował, że pomimo bladości i wychudzenia jest jeszcze piękniejsza. Gaby dotrzymała słowa. Postarała sie o pracę w firmie, której niegdyś była klientką, stopniowo zarabiała więcej, ubierała się lepiej, elegancko, znowu posypały się zaproszenia, nawet pewien milioner oszalał na jej punkcie i zaproponował jej wspólne życie. Jeszcze nie przyjęła, jeszcze serce nie było gotowe… dała mu 3 miesiące, i te poświęciła na żegnanie się z Claude. Było tak jak na początku, liczyli pocałunki, śmiali się, żartowali, wspominali. Tylko Gaby była bardziej refleksyjna: " z tobą przeżyłam tyle miłości i tyle piekła, że już wystarczy". Gotowała mu obiady z deserami na maszynce spirytusowej, sprzątała...

      W koncu któregoś dnia wpadła do domu i powiedziała, że wyprowadza się tak, jak zawsze chciał i to ostatni ich wieczór. Zamarł. Kochali się całą noc, a kiedy obudzil się, na poduszce został jedyny ślad jej bytności, lekkiej jej wgniecenie. Skończyło się. Barwna, bezinteresowna Gaby, która zamawiała wannę na poddasze aby się wykąpać - zniknęła. Wpadała na chwilę czasami do niego, prosząc "kochanie, tylko się nie rozchoruj", wspomagała finansowo, na premierach wykonań jego utworów najgłośniej biła brawo, zapraszając także swoich utytułowanych przyjaciół. Żony Claude'a były spokojne i nie miał awantur ale były nudne. Sam to skonstatował. Nikt go nigdy już tak gorąco nie kochał, jak Gaby, Gabrielle.

      Kiedy był już bardzo chory, umierał, wiele lat później, jego mała córeczka, Chouchou przybiegła do niego, do łóżka, przejęta, z naręczem kwiatów, ktore dla niego podała jej starsza, elegancka pani. "Tatusiu, ona miała niewiarygodne oczy! Zielone!" I Claude zapłakał. Niedługo potem odszedł na zawsze. Odeszła także Chouchou, a potem Gaby.

      Podczas jej obecności w swoim życiu napisał bardzo wiele, m in znane Claire de lune. Była jego muzą, to właśnie patrząc na nią, śpiącą, leżącą na trawie w Lasku Bulońskim usłyszał pierwsze takty Popołudnia fauna.

      Tak czasami bywa, po prostu.

      Piszę jeszcze z oporem, wysiłkiem, topornie i bez lekkości. Przeżyłam ogromną utratę. Niełatwo się z nią pogodzić.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      piątek, 12 grudnia 2014 00:41
  • wtorek, 11 listopada 2014
    • Bossak

      w programie www.tvp.pl w dniu 11i 12.11 o godzinach 9.00 oraz 17.15 w cyklu "Portrety" bedzie wyemitowany moj film o Jerzym Bossaku, gangsterze i tworcy kinematografii polskiej. W TVPKultura.

       

      W programie napisano, że 11 tego listopada to będzie, ja już nie wiem, kiedy czy 11-go czy 12-go w cyklu, o którym napisałam. Zapraszam do obejrzenia bo sam Jerzy Bossak (archiwalia) sporo mówi, wypowiadają się: Roman Polanski, ktory w zespole Bossaka zadebiutował "Noż w wodzie", Jerzy Skolimowski, Jerzy Hoffman, Tadeusz Konwicki, Ernest Bryll, Janusz Majewski, Bogdan Poręba, Jerzy Stawiński, Zofia Nasierowska, Wojciech Has (archiwum) i Andrzej Wajda. Mamy sporo archiwaliów, które wciągają w atmosferę lat 50-tych i 60-tych. Dużo materiałów z planów filmowych "Wszystko na sprzedaż", "Rękopis znaleziony w Saragossie" i innych filmow, wydarzeń filmowych. Jest także Kirk Douglas...

      Muzyka Krzysztof Komeda.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mb_k
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 listopada 2014 00:27